| < Luty 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28          
RSS
wtorek, 14 lutego 2017

 

 

Choć uwielbiam książki szpiegowskie to jednak powieści Johna le Carre nie są dla mnie jakoś specjalnie fascynujące. Co innego ekranizacje, te lubię. A że uwielbiam seriale to do seansu zasiadałam z nadzieją, że będzie dobrze. I rzeczywiście, jest dobrze. Ekranizacja książki wydanej w 1993 roku, a zrobiona w przez Susanne Bier w zeszłym roku, bardzo mi się spodobała. Mini serial, zaledwie 6 godzin podzielonych na 6 albo 8 odcinków (zależnie od nadawcy), to czas bardzo intensywny, bez przestojów, pełen napięcia i dobrego nastroju. Nocny recepcjonista luksusowego hotelu Nefertiti w Kairze, Jonathan Pine, podczas arabskiej wiosny w 2011 roku zostaje zaplątany w handel bronią. Handlem zajmuje się  elegancki i zły do szpiku kości Richard Onslow Roper. Pine jest byłym brytyjskim żołnierzem, poruszony śmiercią jednej z kochanek handlarza, daje się zwerbować do infiltracji najbliższego otoczenia Ropera. Akcja rozwija się, gdy Pine zdobywa zaufanie handlarza przez to, że ratuje mu syna z rąk napastników. Pine wspomaga z oddali agentka wywiadu Angela Burr wraz ze swoim amerykańskim odpowiednikiem, bo Roper ścigany jest za zbrodnie. Całość zrealizowana z rozmachem w Marrakeszu, Szwajcarii, Londynie i na Majorce, gdzie filmowy handlarz ma przepiękną willę twierdzę nad morzem. Intryga niezła, montaż świetny, znakomita czołówka i muzyka. Do tego świetna obsada, choć w jednym wypadku jak dla mnie dosyć dyskusyjna. Otóż w roli złego występuje znany z roli poczciwego choć złośliwego doktora House'a, Hugh Laurie, i to spowodowało, że nie dałam się uwieść złemu charakterowi bohatera. Był świetny, ale cały czas wspomnienie House'a zakłócało mi odbiór. W roli Pine wystąpił fenomenalny, spokojny, zdystansowany i bardzo przystojny Tom Hiddleston, a w roli agentki świetna Olivia Colman. Cała trójka otrzymała Złote Globy za swoje kreacje. Pojawiają się jeszcze Elisabeth Debicki i Tom Hollander, którego postać Lance'a Corcorana wielokrotnie kradnie show. Polecam wszystkim. 

14:25, scoutek
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 lutego 2017

 

 

 

Widziałam ten film już kilka lat temu, pewnie zaraz po tym jak zebrał pełno nagród - m. in. Oscary za najlepszy film, najlepszy scenariusz oryginalny i montaż w 2006. Choć to debiut reżyserski Paula Haggisa z roku 2004, to jednak wzbudził wielkie emocje. I słusznie. Dlatego też z wielką ciekawością siadłam do niego powtórnie, bo zastanawiałam się jaki będzie odbiór po latach. I znowu mnie zachwycił prostotą opowieści o współczesnym świecie wśród ludzi różnych narodowości, ras i wyznań. Kilka historii, które dzieją się w obrębie zaledwie jednego miasta w ciągu kilkudziesięciu godzin. Oryginalny tytuł to "Crash" i rzeczywiście od zderzenia zaczyna się ten film, a potem cofamy się w czasie, by zobaczyć jak do tego doszło i co poprowadziło bohaterów do tej sytuacji. Do tego narracja jest zaburzona, pomieszana ale wszystko pokazuje do czego prowadzą uproszczenia, stereotypy i strach przed innymi. Jest para gliniarzy: jeden rasista a drugi szczery i uczciwy, ale to ten drugi okaże się słabym, wystraszonym facetem. Mamy parę prokuratora i jego wiecznie wystraszoną żonę rasistkę, która przekonuje się na kim tak naprawdę może polegać. Jest reżyser filmowy z piękną żoną, który w krytycznej sytuacji ulega emocjom, a pomoc przychodzi z najmniej spodziewanej strony. Mamy robotników, złodziei samochodów, parę Koreańczyków, przemytników ludzi.... Nieprawdopodobnie prawdziwa historia o nienawiści i strachu. Film jest świetnie zrobiony i zrealizowany, znakomicie zagrany przez kilku znanych aktorów, ale nie tych najbardziej znanych. Mamy wprawdzie Sandrę Bullock i Matta Dillona, ale poza tym występują Don Cheadle, William Fichner, Brendan Fraser, Terrence Howard, Tony Danza, Keith David  oraz wielu innych. Warto zobaczyć, warto obejrzeć ponownie.   

12:50, scoutek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 stycznia 2017

 

 

Ten film Clinta Eastwooda ma już dwadzieścia lat i sama się dziwię, że dopiero teraz o nim piszę. Widziałam go już kilka razy, bo jest fascynujący i za każdym razem znajduję w nim coś nowego i inaczej na niego patrzę, Ta historia wydarzyła się naprawdę na początku lat osiemdziesiątych w Savannah w USA. Do miasta przyjeżdża pisarz, autor jednej książki, który na zlecenie bardzo znanego czasopisma plotkarskiego ma opisać snobistyczne przyjęcie świąteczne, które co roku odbywa się w domu pewnego bogacza. Pisarz John Kelso (jedyna fikcyjna postać w filmie) pojawia się w biurze Jima Williamsa i obiecuje, że w swoim artykule napisze szczerą prawdę. Razem z gospodarzem idą na krótki spacer do pobliskiego parku i przy okazji John poznaje kilka miejscowych ciekawostek, takich jak pan na spacerze z samą smyczą czy Minervę czyli oryginalną kapłankę voodoo. Przyjęcie zapowiada się świetnie, tym bardziej, że bogacz otacza się przepięknymi przedmiotami i bardzo oryginalnymi ludzmi. Niestety, impreza kończy się śmiercią Billy'ego, przyjaciela gospodarza, który zostaje oskarżony o zabójstwo. Dalszy ciąg filmu to proces i powolne dochodzenie do prawdy. Film trwa 2 godziny i 35 minut, ale nie dłuży się wcale, pełen jest bowiem smaczków i intrygujących postaci. Do tego Eastwood użył tu wielu ciekawych rozwiązań. Np. rolę sędziego w procesie zagrał Sonny Seiler, który był adwokatem Jima Williamsa w prawdziwym procesie. Poza tym zagrali znakomici: Kevin Spacey w roli Jima, John Cusack w roli pisarza i Jude Law w roli ofiary. Fantastyczną postacią jest Lady Chablis, która zagrała siebie. Wokół całej historii panuje klimat skandalu, lata osiemdziesiąte nie należały jeszcze do czasów "wychodzenia z szafy", rozwiązłości seksualnej, męskich prostytutek czy wielkich i kolorowych drag queen, zwłaszcza w mieście na południowym wschodzie USA. Fascynujący jest kontrast pomiędzy przybyłym z Nowego Jorku pisarzem a mieszkańcami Georgii, słyszalny nawet w dla laika w akcencie rozmawiających. Poza świetną intrygą, niespiesznym i wielowątkowym opowiadaniem historii towarzyszy nam znakomita muzyka, a jedną z piosenek wykonuje sam reżyser filmu Clint Eastwood. Zawsze warto się zatrzymać przy tym filmie. 

15:38, scoutek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 stycznia 2017

 

 

Film, zrealizowany w 2015 roku przez Sarah Gavron na podstawie scenariusza Abi Morgari, opowiada o prawdziwych początkach ruchu kobiet w sprawie uzyskania praw wyborczych w Anglii na przełomie wieków 19 i 20. Historia Maud Watts, która ciężko pracowała w pralni od 12 roku życia, na ekranie zaczyna się w chwili, gdy trochę przez przypadek trafia w towarzystwo walczących o swoje prawa kobiet. Właśnie zagapiła się w wystawę, na której wystawiono piękne ubrania, gdy przechodząca z wózkiem obok kobieta rzuca w wystawę kamieniem i krzyczy: Prawa dla kobiet! Po chwili zewsząd lecą kamienie, pojawia się policja i robi się niezły raban i jakbyśmy to określili dzisiaj - zadyma. Maud obserwuje to ze strachem i z ciekawością, tym bardziej, że wśród demonstrantek zauważa koleżankę z pracy. Najpierw chce sprawę obserwować z dystansu, ale życie przyspiesza, trochę wbrew sobie zostaje wciągnięta w wir wydarzeń i bierze w nich udział. Poznaje przywódczynię sufrażystek Emmeline Pankhurst, a potem wraz z koleżankami walczy o prawa kobiet biorąc za to pełną odpowiedzialność. Traci rodzinę, pracę ale nie poddaje się. Świetny scenariusz, ukazujący wściekłość uciskanych kobiet (jego roboczy tytuł brzmiał zresztą "The Fury"). Film jest świetnie zrealizowany, montaż i scenografia robią wrażenie, muzykę skomponował Alexandre Desplat. Do tego zaangażowano znakomite aktorki: główną rolę zagrała Carey Mulligan, bardzo przekonująca i wzruszająca zwłaszcza w scenach z synkiem. W epizodycznej roli pani Pankhurst pojawia się rewelacyjna jak zawsze Meryl Streep, a w roli aptekarki Helena Bonham Carter. Jedyna zauważalna męska rola to Brendan Gleeson w roli inspektora. Powoli i ciężko kobiety wywalczyły sobie prawa wyborcze i nie tylko, na napisach końcowych pojawiają się informacje kiedy i gdzie zrównano ich prawa wyborcze z prawami mężczyzn. Polska nawet nie wypada tak tragicznie, bo prawa otrzymałyśmy wraz z niepodległością w 1918 roku. Moim zdaniem jednak słusznie nadal bierzemy udział w różnych czarnych protestach, a także w tym co zaledwie wczoraj miało miejsce w niektórych miastach USA. Tak liczne manifestacje powinny uświadamiać wszystkim, że ciągle nie jest dobrze z prawami człowieka. Kobieta też człowiek.

17:36, scoutek
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 stycznia 2017

 

 

W 2013 roku Steven Knight zrealizował w osiem dni film, który spowodował, że opadła mi szczęka. Dawno, naprawdę dawno nie widziałam filmu, który za pomocą wyłącznie jednego aktora i bardzo skromnych środków, zrobiłby na mnie takie wrażenie. Akcja dzieje się w samochodzie, który prowadzi bohater filmu Ivan Locke. Towarzyszy mu wyłącznie telefon zgrany z systemem audio, przez który Locke prowadzi kilka najważniejszych w swoim życiu rozmów. Gdy wsiada do auta ma świetną rodzinę i znakomitą pracę, jest kochanym mężem i bardzo docenianym pracownikiem firmy budowlanej. Nazajutrz ma wykonać najważniejszą wylewkę betonu pod 55 piętrowy budynek, wszystko teoretycznie jest przygotowane i zapięte na ostatni guzik.  Tymczasem jak dojedzie na miejsce, jakim jest szpital w Londynie, jego sytuacja będzie wyglądała zdecydowanie inaczej. Niby nic się nie dzieje, skupieni jesteśmy wyłącznie na rozmowach telefonicznych i samym aktorze, ale ja w sekundzie przyrosłam do fotela przejęta dramatyzmem sytuacji, rozwojem zdarzeń i kunsztem filmowców. Tom Hardy genialnie udzwignął swoją rolę, w której wyłącznie mimiką i głosem zagrał faceta podejmującego najważniejsze decyzje w swoim życiu w czasie prowadzenia pojazdu. Rozlicza się ze sobą i z resztą świata, prowadzi bardzo trudne rozmowy prywatne i biznesowe. Napięcie widoczne jest w każdym ujęciu, nieważne czy filmowane wewnątrz czy na zewnątrz samochodu. Do tego dochodzi znakomity montaż, a wszystko to okraszone światłami autostrady i mijanych samochodów. Fenomenalny film, który trwa tyle ile trwa droga z Birmingham do Londynu i w czasie której zmienia się wszystko. Zdecydowanie polecam, sama przymierzam się do powtórki. I to nie dlatego, że w czasie, gdy go oglądałam, towarzyszyłam także telefonicznie znajomej stojącej w gigantycznym korku w okolicach Trójmiasta.

16:32, scoutek
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 stycznia 2017

 

 

Alejandro Gonzalez Inarritu jest jednym z moich ulubionych reżyserów, większość jego filmów mnie zachwyciła i do tej pory chętnie po nie sięgam. Mimo, że nie są łatwe, lekkie i przyjemne. Tak samo jest z tym obrazem, który jednak jest inny od poprzednich, bo oparty na prostych emocjach i walce człowieka z naturą. Zarówno z tą dookoła, jak i z własną. Opowieść oparta na prawdziwej historii trapera Hugh Glassa dzieje się w 1822 roku na preriach Ameryki Północnej. Bohater filmu, wraz z synem półkrwi Indianinem i grupą traperów zatrudnionych przez kompanię futrzarską, poluje na dzikich terenach Dakoty Południowej. Zostaje zaatakowany przez niedzwiedzia grizzly i ledwo uchodzi z życiem. Jego obrażenia są jednak tak ciężkie, że dowodzący grupą kapitan Andrew Henry, bojąc się, że transport rannego będzie bardzo opózniał traperów, pozostawia Glassa pod opieką dwóch ochotników. Jeden to bardzo młody i naiwny Jim Bridger, drugi to wyrachowany i skuszony dużą nagrodą, doświadczony John Fitzgerald. Mężczyzni mają opiekować się rannym, a po śmierci godnie go pochować. Fitzgerald ma jednak inne plany, w efekcie czego porzucają Glassa na wpół żywego na dzikiej, zimowej prerii. Ten jednak nie daje za wygraną i walcząc ze sobą, chorobą i dziką naturą przemierza ponad 300 km, by się zemścić. Genialne zdjęcia, które zrobił Emmanuel Lubezki, podkreślają samotność człowieka wobec natury, jego heroizm i odwagę. I samą naturę, klimat i krajobraz. Część zdjęć kręcono w Górach Skalistych w Kanadzie, dlatego dla mnie ma ten film dodatkowy walor, bo te tereny akurat znam. Wprawdzie po zbyt szybkim przyjściu lata zdjęcia przeniesiono do Argentyny, to jednak kanadyjskie Góry Skaliste są rozpoznawalne. Głównym atutem filmu jest gra aktorska dwóch ludzi. Świetny Tom Hardy zagrał Fitzgeralda, którego cynizm i okrucieństwo powala. Ale najważniejszy jest oczywiście Hugh Glass zagrany przez Leonarda DiCaprio, który za tę rolę otrzymał upragnionego Oscara. Ale nawet gdyby nie dostał nagrody Akademii to i tak uznałabym tę rolę za popis talentu tego zdolnego i tak wszechstronnego aktora. Emocje, wysiłek i ciężka praca - to wszystko widać w postaci stworzonej przez DiCaprio. Niektórzy, uprzedzając mnie, mówili, że film jest nudny i nieciekawy. Dla mnie jednak fascynujący, imponujący i niesamowity. Pełen zachwyt.

16:17, scoutek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 grudnia 2016

 

 

Rzadko się zdarza, żeby sequel był tak katastrofalny jak to badziewie, do którego zasiadłam w Boże Narodzenie. Całe szczęście, że przynajmniej nie musiałam płacić za bilet i wysiadywać w kinie. Otóż ta to zbieranina dopisków do poprzedniej, całkiem udanej historii z 2011 roku, jest po prostu jedną wielka pomyłką. Albo czymś, co zostało stworzone jako reklama dla i tak już znanych i popularnych aktorów. Żeby w okolicach Świąt mogli błysnąć i się przypomnieć. Wątki płaskie, bez ikry, przypominają pierwowzór tylko  elegancją i scenografią. Mikołaj i Doris usiłują dojść do ładu z własnymi uczuciami, z którymi by pewno walczyli czas jakiś gdyby nie determinacja Kostka, syna Mikołaja. Małgorzata ucieka ze szpitala, bo chce pobyć z Wojciechem i świeżo adoptowaną Tosią. Karina i Szczepan miotają się po mieście w poszukiwaniu uczuć i znajdują je tam, gdzie były od początku. Melchior miota się między podrywanymi kobietami na chwilę zatrzymując się przy swoim synku... Generalnie mam uczucie, że byłoby lepiej gdyby wszyscy przedefilowali przed widzami, tym bardziej, że wiele nowych postaci dołożono bez ładu i składu, chyba tylko po to, by jakaś gwiazda miała swoje pięć minut na ekranie. Może sponsorem był jakiś pudelek, bo wystąpili tu wszyscy: Stuhr, Gąsiorowska, Wagner, Malajkat, Małaszyński, Piotr Głowacki w roli przechodnia, Karolak, Dygant, Adamczyk, Kożuchowska, Trzebiatowska, Zakościelny, Lamparska.... A może problemem jest zmiana reżysera, bo "Listy do M 2" zrealizowane w 2015 roku wyreżyserował Maciej Dejczer, który dawno nie robił nic poza serialami. Może gdyby z tego zrobił serial wyszłoby lepiej, bo musiałby się przyłożyć? A tak wyszło coś, co lepiej natychmiast zapomnieć, a w święta obejrzeć "Kevina..." 

17:03, scoutek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 grudnia 2016

 

 

 

Góry to nie jest miejsce dla mnie, zdecydowanie wolę morze i tę morską nudę. Ale nie odmawiam innym tego, by na nie wchodzili, wręcz przeciwnie, dużo czytałam i czytam o wyprawach tych, którzy czują potrzebę wspinaczki. I lubię oglądać filmy, które takie historie opowiadają, tym bardziej, że kino pozwala dostrzec piękno i niebezpieczeństwo wypraw, ludzką wrażliwość, siłę, odwagę i małość. Film Baltasara Kormakura z 2015 roku opowiada o tragicznych wydarzeniach, które zdarzyły się naprawdę wiosną 1996 roku na zboczach najwyższej góry świata. Ze względu na tłok panujący na trasie oraz krótkie okno pogodowe umożliwiające zdobycie Everestu organizator wypraw komercyjnych, Rob Hall, połączył swoje siły i wyprawy z innym organizatorem, Scottem Fisherem. Wszystko zaczyna się jak większość filmów o tej tematyce, od przygotowań i rozstań z bliskimi. A potem przenosimy się na lotnisko w Namcze, do niesamowitego Katmandu i oryginalnej bazy namiotowej pod wielką górą. To miejsca, które każdy mieszkaniec nizin chętnie obejrzałby na własne oczy. Towarzyszymy wynoszeniu sprzętu na jakach i plecach szerpów, przyglądamy się organizacji i zachwycamy się niesamowitym krajobrazem wiecznie ośnieżonych szczytów najwyższych gór świata. Poznajemy z bliska postacie, reżyser bowiem bohaterami filmu zrobił całą grupę wspinaczy. Każdy ma inny cel i inną motywację do wspinaczki, większość jednak wchodzi w góry, bo są. Film jest świetnie zrealizowany: przenikliwy mróz, wichura czy burza śnieżna na wysokościach zdaje się otaczać widza, cudowne widoki zmieniają się w przerażające warunki do życia, a wspinaczka zmienia się w walkę o przetrwanie. Na szczęście w filmie nie ma przesadnego melodramatyzmu, a sceny wzruszających kontaktów z ukochanymi są bardzo normalne i bardzo ludzkie. Poza świetnymi zdjęciami, znakomitym montażem atutem filmu jest obsada, mało gwiazdorska, a i ci nieliczni znani maskują się charakteryzacją - vide Jake Gyllenhaal w roli Scotta Fishera. Towarzyszą mu Josh Brolin (Beck Weathers), Jason Clark (Rob Hall), John Hawkes (Doug Hansen), Michael Kelly (Jon Krakauer) i znakomite Robin Wright, Emily Watson i Keira Knightley.                                                               .

13:18, scoutek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 grudnia 2016

 

 

Nic nie wiedziałam o tym filmie poza tym, że zagrał w nim Benicio del Toro, którego bardzo lubię. I dla niego go obejrzałam i nie żałuję. Przede wszystkim nie zawiódł mnie aktorsko, Benicio jest świetny, towarzysząca mu Emily Blunt dorównuje mu poziomem.  Ta dziewczyna jeszcze pokaże na co ją stać, fantastycznie się rozwija. Trzeci - Josh Brolin - uzupełnia obraz swoją rewelacyjną rolą. Film zrealizował w 2015 roku Denis Villeneuve. To historia agentki FBI, idealistki Kate Macer, która bierze udział w supertajnej akcji FBI, mającej na celu zlikwidowanie bossa meksykańskiego kartelu narkotykowego. Twardzielka, jaką jest Macer, powoli poznaje szczegóły akcji, próbuje nie być tam tylko formalnie dla legitymizowania działań służb. Towarzyszy jej facet, którego tożsamość jest dla Kate tajemnicą. Gdy odkryje kim jest i o co mu chodzi będzie w szoku. Całość akcji dzieje się na granicy prawa, moralność agentów także wystawiona jest na próbę wiele razy. Sama Kate także musi zdecydować co dla niej jest najważniejsze. Bardzo szybka akcja, pełna zwrotów, genialnie nakręcona sekwencja eskortowania więznia, atmosfera gęsta i duszna powoduje, że to jeden z lepszych filmów jakie widziałam. Warto. 

12:10, scoutek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 listopada 2016

 

 

 

To - moim zdaniem  - najlepszy film Krzysztofa Kieślowskiego, reżysera cieszącego się sławą w kraju i poza, zarówno za życia, jak i po śmierci. Film zrealizowany w 1981 roku opowiada trzy alternatywne historie Witka Długosza, wszystkie zaczynają się w tym samym momencie: Witek jest samotnym studentem 4 roku medycyny, matka zmarła przy jego urodzeniu w 1956 roku, a teraz umarł ojciec. Jego ostatnie słowa do syna brzmiały: "nic nie musisz". Witek bierze urlop dziekański i zamierza wyjechać z Łodzi. I właśnie w chwili, gdy jest na peronie i goni odjeżdżający pociąg wszystkie trzy historie rozstrzyga przypadek: 1. wskakuje w biegu i w środku spotyka starego komunistę Wernera, który pomaga mu w karierze po linii i na bazie; 2. nie udaje mu się wskoczyć do wagonu i wpada na sokistę, w wyniku czego ląduje w areszcie i spotyka działaczy podziemia, co prowadzi do działalności w konspiracji; 3. też zostaje na peronie ale spotyka znajomą ze studiów, wraca na uczelnię i próbuje żyć nie mieszając się do niczego. Prosty przekaz, bez zbędnych ozdobników, ale film zostaje w pamięci. Po latach robi wrażenie trochę inne, przypomina klimat i nastrój końcówki lat 70-tych i początku 80, czasy konspiracji i wszechogarniającego marazmu i beznadziei, brudu, wreszcie dymu papierosów palonych wszędzie i przez wszystkich. To też popis aktorski: chyba najlepsza rola młodego Bogusława Lindy, a towarzyszą mu sami wielcy tamtych lat: Zbigniew Zapasiewicz, Tadeusz Łomnicki, niezapomniany Zygmunt Hubner... A na konspiracyjnym spotkaniu działaczy podziemia pojawia się także fantastyczny bard tamtej Polski, Jacek Kaczmarski. Dla mojego pokolenia ten film to symbol, film uświadamiający możliwości wyboru i sugerujący, że wszystko zależy od przypadku. Czy aby na pewno?

16:34, scoutek
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 37