RSS
wtorek, 18 września 2018

 

 

Pierwszy raz bardzo podoba mi się polski tytuł filmu nadany przez dystrybutora. Bo jest dwuznaczny, co akurat w tym przypadku jest niezłym pociągnięciem. Sam film to kolejna historia o tym, że starość nie musi być nudna, brzydka i żałosna. Oczywiście są warunki: trzeba chcieć żyć ciekawie, nie schematycznie oraz .... trzeba mieć pieniądze. No. Reszta się ułoży. Tym razem film o wesołym życiu staruszka opowiada historię czterech przyjaciółek, średnia wieku ok 70., które od wielu lat spotykają się co miesiąc w swoim prywatnym Klubie Książki. Zwykle przy winie i czymś dobrym do jedzenia snuja refleksje na temat zadanej lektury, zdając sobie sprawę, że to tylko pretekst. Diane jest wdową, ma dwie córki, które są bardzo opiekuńcze. Sharon to rozwiedziona sędzia federalny, poważana i szanowana, cóż kiedy były mąż otacza się młodziutkimi panienkami. Carol to mężatka, w której związku coś się wypala, albo tak jej się przynajmniej wydaje. Viviane to samotna właścicielka luksusowego hotelu, która mężczyzn traktuje nieco instrumentalnie. I to własnie ona na jedno ze spotkań Klubu przynosi "50 twarzy Greya" licząc, że przyjaciółkom da to solidnego kopa i zmusi do jakiegoś działania. Nie pomyli się, każda coś z tym zrobi i skorzysta z okazji. Sama Vivian także. Zabawna, wakacyjna historia, zrealizowana w tym roku przez Billa Holdermana ma jedną wielką zaletę: rewelacyjne aktorstwo w wykonaniu sławnych aktorów. Główne cztery postacie zagrały: Diane Keaton, Candice Bergen (moja ulubiona Murphy Brown!!), Mary Steenburgen i Jane Fonda. Towarzyszą im m.in. Alicia Silverstone, Ed Begley Jr, Don Johnson, Richard Dreyfuss i Andy Garcia uroczy jak zawsze. Polecam na te ostatnie letnie dni.

19:01, scoutek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 września 2018

 

 

Tym razem serial obyczajowy. Powstaje od 2014 roku i ukazały się już cztery sezony po średnio 10 godzinnych odcinków. Bohaterem jest Noah Solloway, nowojorski nauczyciel literatury i zarazem początkujący pisarz. Sam raczej biedny wżenił się przed laty w bardzo bogatą nowojorską rodzinę Butlerów. Noah wygląda na szczęśliwego w małżeństwie, żona Helen i czwórka dzieci (Whitney, Martin, Trevor i Stacey) dopełniają obraz. Poznajemy wszystkich w chwili, gdy udają się na wakacje do rodziców Helen, którzy w Montauk posiadają cudowny dom z własną plażą nad Atlantykiem. Po drodze roześmiana, ale i sprzeczająca się dzieciarnia wraz z rodzicami, wstępuje na lunch do starej, znanej w okolicy przydrożnej knajpki Lobster Roll, prowadzonej przez rodzinę Lockhartów. Uwagę Noah zwraca urocza kelnerka Alison, która ich obsługuje i tak właśnie zaczyna się coś, co zburzy życie dwóch rodzin. Historia romansu i rozpadu dwóch, a nawet trzech małżeństw, ma w tle jeszcze historię kryminalną, która sączy się powoli i bardzo intrygująco. Sama konstrukcja odcinków jest ciekawa, bo np. w pierwszym sezonie każdy jest dzielony na pół i te same zdarzenia widzimy z dwóch punktów widzenia - Noah i Alison, co po pierwsze pokazuje jak zmienia się optyka przez to, kto opowiada, a po drugie widzimy zdarzenia nieznane tej drugiej stronie, a wyjaśniające zachowanie bohatera. W następnych sezonach te punkty widzenia poszerzone są o spojrzenia innych uczestników wydarzeń, np. Helen czy Cole'a. Żadna z postaci nie jest papierowa, wszystkie są naprawdę świetnie zagrane. Dominic West, Ruth Wilson, Maura Tierney oraz Joshua Jackson to odtwórcy najważniejszych ról. Pojawiają się też oczywiście inni, tacy jak Mare Winningham, Amy Irving, Brendan Fraser, Jennifer Esposito czy Irene Jacob. Wśród reżyserów poszczególnych odcinków pojawia się również nasza Agnieszka Holland, co dobrze świadczy o poziomie serialu. Nie brak w nim wzruszających, rodzinnych historii, kryminalnych zakrętów, zabawnych wydarzeń i zwykłych ludzkich problemów. Dla mnie najbardziej fascynującą postacią jest Cole Lockhart, mąż Alison, który od pierwszego do ostatniego odcinka czwartego sezonu jest prawdziwy i poruszający w swoich wyborach, przeżyciach, uczuciach. Rewelacyjna postać fantastycznie zagrana.

16:42, scoutek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 sierpnia 2018

 

 

Film byłby zbyt krótki, dlatego dobrze, że powstał serial. Akcja tej dosyć krótkiej opowieści, bo pierwszy sezon składa się z zaledwie 10 odcinków, rozgrywa się w USA w latach 70. ubiegłego stulecia. Oparta jest na książce autorstwa dwóch agentów FBI, a w produkcji filmu maczał palce David Fincher, co już jest gwarancją wysokiego poziomu realizacji. Jeden z bohaterów, agent specjalny FBI Holden Ford, prowadzi szkolenia dla kolegów z firmy oraz policjantów, dotyczące zachowań morderców, różnic i podobieństw, o tym jak można ustalić profil napastnika w czasie prowadzonego śledztwa. Temat ten tak pochłania Forda, że wraz z kolegą zaczynają na własną rękę pogłębiać badania na ten temat. Polega to na usystematyzowanych rozmowach z mordercami siedzącymi w więzieniach, ze szczególnym uwzględnieniem wielokrotnych zabójców. Chcą m. in. rozmawiać z Charlesem Mansonem, odsiadującym karę dożywotniego więzienia, a znanego z inspirowanego przez niego mordu na żonie Romana Polańskiego, Sharon Tate (będącej w ciąży), oraz obecnych w domu gości reżysera. Gdy agentom kilkakrotnie uda się pomóc w wykryciu sprawcy, badania te zostają uznane przez władzę zwierzchnią i grupa powiększona o kilka osób zdobywa dofinansowanie. Jesteśmy świadkami niesamowitych rozmów z psychopatami, pełnych okrutnych opisów zbrodni. Obserwujemy także to jak Holden systematycznie odkrywa siebie i jaki ta praca ma wpływ na niego i jego życie. I jak powoli odkrywa w sobie podobieństwa do bandytów. Przejmująca i fascynująca opowieść, zrealizowana znakomicie przez Joe Penhalla, jednym z reżyserów jest wspomniany już David Fincher. W dwóch najważniejszych rolach występują Jonathan Groff i Holt McCallany, towarzyszy im świetna Wendy Carr. Polecam zwłaszcza wielbicielom dusznych i mocnych  kryminałów.

17:30, scoutek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 sierpnia 2018

 

 

Można go lubić i nie lubić. Może się podobać albo wręcz przeciwnie. Ale nie można mu odebrać ogromnego talentu aktorskiego, który zdążył ujawnić w kilku znakomitych filmach. Za trzy role otrzymał Oscara. Mowa tu o Danielu Day-Lewisie, którego rola krawca w zeszłorocznym filmie Paula Thomasa Andersona na długo zostaje w pamięci. Film bardzo powolny, spokojny i wysmakowany opowiada o związku starszego wiekiem artysty Reynoldsa Woodcocka, który projektuje i szyje damskie kreacje dla najbogatszych Angielek (i nie tylko) w latach 50. ubiegłego wieku oraz młodziutkiej Almy. Poznajemy ją w chwili, gdy obsługuje gości w przydrożnej kawiarni, do której trafia Reynolds na śniadanie. Woodcock prowadzi spokojne życie, całkowicie podporządkowane wymagającej pracy i jego fanaberiom artysty skupionemu na tworzeniu. Nazwisko, które nosi bohater (wood - drewniany, cock - penis), sugeruje jakim typem człowieka może być. I rzeczywiście takim się jawi: stanowczym, wymagającym koszmarem dla tych, którzy nie chcą się podporządkować jemu i jego wizjom. Domem zarządza siostra Reynoldsa, Cyril (świetna Lesley Manville), jedyna kobieta, która umie sobie poradzić z humorami krawca. Do takiego domu trafia Alma (w tej roli Vicky Krieps), młodziutka zafascynowana mężczyzną dziewczyna, której wydaje się, że potrafi odmienić zarówno mężczyznę, jak i życie, które wiedzie. Wzajemny toksyczny układ wypełnia obraz po brzegi, nienazwane uczucia, sugerowane zachowania oraz proces tworzenia przepięknych toalet na śluby i inne uroczystości - to wszystko zachwyca i przykuwa uwagę widza.  Naprawdę warto ten film zobaczyć choćby dlatego, że tą rolą Daniel Day-Lewis żegna się z kinem.   

15:44, scoutek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 sierpnia 2018

 

 

Nie pociągała mnie zbytnio tematyka, dlatego dopiero teraz zaczęłam oglądać, tuż przed pojawieniem się 6. sezonu serialu. I okazało się, że wcale nie jest ani nudno ani nieciekawie, a życie w odosobnieniu potrafi wciągnąć. Serial realizuje od 2013 roku Jenji Kohan, konsekwentnie i bardzo interesująco prowadząc swoich bohaterów. Historia zaczyna się od tego, że Piper Chapman, młoda, śliczna i dobrze sytuowana kobieta, trafia do więzienia na 15 miesięcy za grzechy popełnione dziesięć lat wcześniej. Jej postać spaja fabułę, ale nie ona jest w tej opowieści najważniejsza. Bohaterkami są bowiem kobiety, które jak i ona, muszą odbyć karę w Litchfield. Poznajemy je w różnych sytuacjach więziennych, serial jednakże cofa nas równolegle do czasów, w których popełniły przestępstwa. Zabieg ten pozwala widzowi zobaczyć każdą bohaterkę z jej perspektywy i choć trochę zrozumieć motywy jej postępowania. Niektóre postacie najpierw mnie wkurzały, ale potem je polubiłam i nie wyobrażam sobie, by ich nie było. Tak było z fantastyczną Rudą, szalona Crazy Eyes mnie teraz zachwyca każdym swoim występem, Pennsatucky mi po prostu żal, Morello jest wzruszająca z tym obłędnym pragnieniem kochania, Poussey uwielbiam od pierwszego wejrzenia, Burset fascynuje ... Właściwie każdą z nich musiałabym omówić osobno, bo każda jest w jakimś sensie cudowna, choć należy pamiętać, że wszystkie to kryminalistki. Choć na ekranie dominują kobiety i ich problemy, to towarzyszą im również faceci, choćby strażnicy i obsługa więzienna z Joe Caputo i Samem Healy na czele. Wszyscy aktorzy, mało znani szerokiej publiczności, dają z siebie wszystko, przez co opowieść bywa i wzruszająca i zabawna. Historia oparta na wspomnieniach niejakiej Piper Kerman, świetnie zrealizowana i oprawiona znakomitą muzyką. Uwagę widza zwracają zwłaszcza utwory serwowane na koniec każdego odcinka, co jest jakby dopełnieniem historii. Polecam.

16:10, scoutek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 31 lipca 2018

 

 

Naprawdę, dawno nie wyszłam z kina w tak dobrym nastroju. Idąc na ten film obawiałam się tego, co twórcy wykombinowali, by do znakomitej ekranizacji musicalu sprzed dziesięciu lat dodać następną część i nie schrzanić. Pocieszałam się, że najwyżej wyjdę z kina z uszami pełnymi muzyki zespołu ABBA, co też nie będzie takie znowu najgorsze. To muzyka mojej młodości, dużo jej było w moim życiu, więc potraktowałam to lekko. Ale na miejscu okazało się, że świetnie się bawię, śmieję i wzruszam. Fabułka sprowadza się do tego, że Sophie (gra ją Amanda Seyfried) córka Donny (Meryl Streep) robi otwarcie hotelu na greckiej wyspie i czeka na gości. I męża Sky'a (Dominic Cooper). Na wyspie mieszka z nią Sam, jeden z jej ojców (Pierce Brosnan), pozostali dwaj, Harry (Colin Firth) i Bill (Stellan Skarsgard), z powodu innych zobowiązań nie mogą dotrzeć na imprezę. Ale pojawiają się oczywiście przyjaciółki Donny: Rosie (Julie Walters) i Tanya (Christine Baranski). Równocześnie z przygotowaniami do uroczystości widz ma możliwość poznania początku Donny na wyspie, jak to się stało, że tu trafiła, została i skąd dylemat, kto jest ojcem Sophie. Mamy więc młodsze odsłony wszystkich postaci, które naprawdę zostały niezle dobrane. Wystąpili wszyscy znani z pierwszej części, przybyło kilkoro nowych, w tym dwie gwiazdy. O udziale Cher wiedzą wszyscy, ale jest też męska wielka gwiazda; Andy Garcia. I też śpiewa. Warto  wspomnieć pianistę, zwróćcie uwagę na niego przy piosence "Waterloo", twórcy powtórzyli numer z pierwszej części i zatrudnili .... Benna Anderssona z zespołu ABBA. Obaj panowie z zespołu zresztą są producentami filmu, co już gwarantowało wysoki poziom. Twórcy wzięli sobie też do serca słowa widzów, że Brosnan nie umie śpiewać i pozwolili mu tylko na małe mruczenie pod nosem. Powtórzono kilka piosenek użytych w pierwszej części (np. tytułowa "Mamma mia", "Super trouper" czy "Dancing Queen"), a także wykorzystano inne (brawurowe wykonanie "When I Kiss the Teacher", "Andante Andante" czy "Fernando"). Wszystko jest znakomicie zagrane, zaśpiewane, zatańczone i zmontowane, film jest fantastyczny i na pewno stanie się przebojem tego lata. Na pytanie która część lepsza szczerze odpowiadam: nie mam bladego pojęcia.                 .

13:28, scoutek
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 lipca 2018

 

 

Po kilku kameralnych, teatralnych prawie filmach, zapragnęłam zobaczyć coś filmowego naprawdę. Wchodziła w rachubę wielka przestrzeń i tak trafiłam na tegoroczny film Baltasara Kormakura. Reżysera znałam wcześniej, więc bez zbędnej zwłoki poleciałam do kina. Historia  oparta na prawdziwych wydarzeniach dzieje się na oceanie. Fabuła prowadzona jest dwutorowo: najpierw poznajemy samotną młodą kobietę na zdewastowanej łajbie na środku wielkiej wody, a potem oglądamy retrospekcję i to, jak do tego doszło. Niestety, całość nie trzyma napięcia co mnie dziwi, bo reżyser zrobił już świetny survivalowy film "Everest", który robi wrażenie. Nie wiem, czy to wina tej dwutorowo prowadzonej narracji, która zaburza rytm opowieści, czy poszarpane elementy survivalu. Film mnie nie poruszył, a ostatni zwrot przez belkę tylko zasmucił. Zachwyciły mnie natomiast fantastyczne zdjęcia, znakomity montaż, zwłaszcza huraganu, ale proszę, nie oglądajcie tego w domu. Stracicie cały urok tego filmu. Podobała mi się także gra dwójki młodych aktorów: w roli Tami wystąpiła Shailene Woodley, a w roli Richarda Sam Claflin, którego bardzo lubię za Willa w "Zanim się pojawiłeś". Gdybym była złośliwa, stwierdziłabym, że to kolejny film, gdzie Claflin gra na leżąco i niedługo dostanie za to malownicze leżenie Oscara. Choć daleko mu ciągle do Ralpha Fiennesa z "Angielskiego pacjenta" Minghelli.

13:17, scoutek
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 lipca 2018

 

 

Kolejny film z serii teatr telewizji przedstawia. W domu pewnej polityczki z partii opozycyjnej zbierają się goście, by uczcić jej awans do gabinetu cieni. Ma zostać ministrem zdrowia. Pracowita i wybitna jak się wydaje działaczka szykuje kolację dla kilku swoich najbliższych przyjaciół. Do kolacji nie dojdzie, bo zanim to nastąpi na jaw wyjdzie kilka spraw, które zburzą życie wszystkich, no może prawie wszystkich obecnych. Domino poruszy mąż gospodyni, który ma do zakomunikowania dwie rzeczy: pierwszą jest to, że jest śmiertelnie chory. Ale nie to najbardziej wstrząśnie żoną i gośćmi. Dopiero druga rzecz całkowicie zmieni wszystko. Film w typie "Rzezi" Romana Polańskiego czy "Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie" Paulo Genovese, kameralny i bardzo krótki, zawiera w sobie niezły ładunek emocji, pozerstwa i kpiny z zadęcia naukowców. Do tego świetne aktorstwo: gospodynię zagrała Kristin Scott Thomas, jedną z przyjaciółek Patricia Clarkson, w rolę rozhisteryzowanego mściciela wcielił się znakomity Cilian Murphy. Warte zauważenia są też role dwóch starszych panów: Bruno Ganz i Timothy Spall w rolach małżonków. Film z 2017 roku w reżyserii Sally Potter trwa zaledwie godzinę i dziesięć minut ale dobrze się ogląda, choć daleko mu do tych dwóch, które wymieniłam wcześniej.

16:20, scoutek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 lipca 2018

 

 

Debiut autora powieści kryminalnych podpisanego Robert Galbraith nie wzbudził zbytniego entuzjazmu. Owszem, pierwsza książka trzytomowej serii o detektywie o osobliwym imieniu Cormoran Strike tym, którzy ją kupili nawet się spodobała. Szał na tę trylogię nastąpił dopiero, gdy okazało się, że pod pseudonimem Robert Galbraith kryje się nie kto inny jak J.K. Rowling czyli autorka cyklu o Harrym Potterze. I oczywiście twórcy filmowi skorzystali z okazji i zrealizowali całość w niezbyt długim serialu, który jest sprawnie zrealizowaną i bardzo sympatyczną ekranizacją całości. Główny bohater jest samotnym mężczyzną, którego nieźle poharatało życie - w sensie dosłownym również, bo podczas służby wojskowej w Afganistanie stracił nogę. Prowadzi prywatną praktykę detektywistyczną, a opowieść zaczyna się w momencie, gdy pojawia się u niego nowa sekretarka Robin. Dziewczyna okazuje sie sprawna, inteligentna i ma ambicje. Natychmiast znajduje swoje miejsce i przy pomocy Cormorana rozwija się, a także pomaga rozwinąć się tej maleńkiej firmie. Na ekranie oglądamy jak rozwiązują wspólnie trzy sprawy (każda z jednej książki Galbraitha) okraszone wspólnym powolnym dogadywaniem się. Robin jest otwarta, Cormoran wycofany ale sympatyczny. Grają słabo znani u nas, choć z niezłym dorobkiem: Tom Burke i Holliday Grainger. Fajnie się to ogląda, ale równie szybko zapomina. Akurat na letnie wieczory.

11:32, scoutek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 lipca 2018

 

Filmy oparte na powieściach Dana Browna oglądam z kilku powodów. Przede wszystkim lubię książki, które pomimo schematów mają szybką, pełną zwrotów akcję, zawsze dzieją się w innym miejscu na świecie (do tej pory Rzym "Anioły i demony", Paryż "Kod Leonarda" i Waszyngton "Zaginiony symbol"), opierają się na jakichś spiskowych teoriach i mają fajnego bohatera. A realizatorzy na dokładkę zatrudnili do głównej roli całego cyklu cudownego zawsze i wszędzie Toma Hanksa, za co im wieczna chwała. I on sam wystarczy za powód do obejrzenia każdego filmu cyklu. Ten "odcinek" z 2016 wyreżyserowany jak wcześniejsze przez Rona Howarda, jest równie dobrze zrealizowany, co poprzednie, a realizacja we Florencji, Wenecji i Stambule powoduje, że jest bardzo wakacyjna. Tym razem mamy do czynienia z szaleńcem, który za pomocą patogenu chce wykończyć połowę ludzkości, by ratować ziemię przed przeludnieniem. Patogen ukrywa w takim miejscu, które może odkryć wyłącznie profesor Robert Langdon, bo jest przecież najlepszym na świecie specjalistą od historyczno-literackich zagadek. Tym razem idziemy tropem Dantego i jego piekła, a profesorowi towarzyszy wiele dobrych i złych postaci, w tym dwie interesujące kobiety. Grają, poza Hanksem, m. in. Felicity Jones, Omar Sy ("Nietykalni") i Sidse Babett Knudsen (duńska aktorka znana z takich serialu jak "Westworld" czy "Rząd")
Montażowo film jest niezły, trzyma w napięciu, zdjęcia dwóch cudownych miast włoskich pozwalają pomarzyć o wakacjach. I wszystko byłoby świetnie gdyby nie to, że patrząc na głównego złego w tym filmie miałam nieodparte wrażenie, że patrzę na Borysa Szyca.

 

 

11:35, scoutek
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 45