RSS
poniedziałek, 26 września 2016

 

 

Po najsłynniejszej przebierance świata czyli "Pół żartem pół serio", gdzie w damskie łaszki przebrali się Tony Curtis i Jack Lemmon, wydawało się, że nic podobnego już nie może zachwycić. A jednak w 1972 roku polski reżyser zaryzykował i wygrał. Mało, że stworzył postać Marysi w przebraniu to jeszcze zrobił to tak, że Marysia stała się nieśmiertelna i funkcjonuje nadal. Reżyser Stanisław Bareja zresztą był Midasem swojego zawodu, bo ośmielam się twierdzić, że cokolwiek stworzył przeszło do historii i to z mianem "kultowego". Bareizmy żyją i żyć będą, były i są ponadczasowe obojętnie jaki ustrój panuje za oknem Polaków. Historia Stanisława Marii Rochowicza, bo tak nazywał się bohater, jest pracownikiem muzeum, który zostaje posądzony o kradzież obrazu. Postanawia go odtworzyć, ale do tego potrzebna mu jest kryjówka. Wpada więc na pomysł, by wynająć się jako.... gospodyni domowa. Przebiera się więc w damskie ciuszki i zatrudnia się u różnych ludzi. Najpierw jest nieporadną bardzo, ale w miarę upływu czasu staje się coraz lepszy w tym co robi, więc i kariera gosposi ewoluuje. Cały ten karkołomny pomysł przebieranki stwarza możliwość ukazania wielu paradoksów ówczesnej Polski. Komiczne sytuacje, nieporozumienia, niedopowiedzenia, znakomite dialogi i język bohaterów bawią do dziś. Stanisław/Marysia w wykonaniu Wojciecha Pokory jest chyba jego najlepszą rolą, wzniósł się na wyżyny komizmu nie ośmieszając ani siebie ani obu postaci, które zagrał. Towarzyszyło mu wielu znanych i świetnych aktorów: Jerzy Dobrowolski jako człowiek, "którego zawód to dyrektor", Wiesław Gołas, który próbował dobierać się do gosposi, Mieczysław Czechowicz, który badał zawartość cukru w cukrze, Jan Kobuszewski, Bohdan Łazuka, Tadeusz Pluciński, Stanisław Tym, Filip Łobodziński w roli niegrzecznego dziecka .... No i piękne kobiety: Jolanta Bohdal, Maria Chwalibóg, Barbara Rylska, Jolanta Wołłejko, Zofia Czerwińska... Świetna komedia, bardzo pozytywna i urocza. 

12:10, scoutek
Link Komentarze (1) »
środa, 14 września 2016

 

 

Na liście obrazów o polityce i współczesnym świecie ten film powinien zająć ważne miejsce. I zdaje się, że to nie tylko moje zdanie, dostał bowiem siedem Cezarów w 2015 roku (najlepszy film, najlepsza muzyka, najlepszy reżyser, najlepszy scenariusz oryginalny, najlepsze zdjęcia, najlepszy montaż i dźwięk). Jest chwilami wprawdzie nużący, zbyt uproszczony i zbyt dosłowny, ale artystyczne i intrygujące obrazy równoważą narrację, chwilami zachwycają formą i pomysłami. Ten film produkcji francusko-mauretańskiej w reżyserii Abderrahmane Sissako, powstał w 2014 roku, a ja miałam go okazję zobaczyć dopiero wczoraj. Opowieść o Timbuktu, mieście w Afryce Zachodniej (dzisiejsze Mali), które zostaje przejęte przez dżihadystów i podporządkowane ich bardzo restrykcyjnemu prawo. Nie wolno słuchać ani tworzyć muzyki, grać w piłkę, kobiety poza hidżabami muszą nosić rękawiczki i skarpetki, za cudzołóstwo grozi kara śmierci przez ukamienowanie. Głównym bohaterem jest hodowca bydła i jego mała trzyosobowa rodzina. Kochająca się rodzina, sumiennie wypełniająca swoje obowiązki przez splot przypadkowych wydarzeń zostaje zniszczona. Malarskie podejście do historii, zabawne i chwilami naprawdę śmieszne sytuacje budzą zachwyt i podziw. Kilka scen zostanie mi w pamięci na długo, na przykład scena udawanej gry w piłkę lub chwila negocjowania małżeństwa. Naprawdę warto poświęcić nieco ponad półtorej godziny na ten film, o tej ryzykownej tematyce. 

13:13, scoutek
Link Dodaj komentarz »
środa, 31 sierpnia 2016

 

 

Bardzo lubię filmy braci Scottów, więc jak się trafia jakiś, to staram się nie przegapić. No i obejrzałam świetnego "Człowieka w ogniu". Zmarły w 2012 roku Tony Scott zrealizował ten film w 2004 roku. To historia Johna Creasy'ego, byłego zabójcy pracującego dla CIA, którego dręczą koszmary. Dużo pije i nie umie uporać się ze swoją przeszłością. Przyjaciel, Rayburn, proponuje mu zajęcie ochroniarza w Meksyku, gdzie dochodzi do porwań dzieci. Creasy trafia do rodziny Pity Ramos, którą ma ochraniać. Z początku traktuje dziewczynkę bardzo ostro i bardzo służbowo, ale Pita jest świetnym, inteligentnym i ciepłym dzieckiem, szybko więc zdobywa sympatię swojego cienia. A Creasy, widząc, że dziewczynce potrzeba więcej ciepła i trochę pomocy, uczy ją wielu rzeczy i bardzo wspiera w codziennych wyzwaniach. Niestety, mimo starań, Pita zostaje porwana, a Creasy trafia do szpitala. Postanawia jednak pomścić dziewczynkę i stawia wszystko na jedną kartę. Film jest świetnie zrealizowany, znakomicie filmowany z zachowaniem stylistyki koszmarów dręczących bohatera. Do tego dochodzi świetna muzyka trójki twórców: Harry'ego Gregsona Williamsa, Trenta Reznora i Justina Caine Burnetta, okraszona fantastycznym głosem Lisy Gerrard (Dead Can Dance). A aktorzy dopełniają całości. Denzel Washington w roli Creasy'ego jest rewelacyjny i bardzo przekonujący. W roli małej Pity rozczulająca Dakota Fanning, Rayburna zagrał Christopher Walken, ojca Pity świetny Marc Anthony, adwokata Mickey Rourke. Pomimo krwi i brutalności na ekranie świetnie się ogląda, ma tempo i żadnych przestojów.

17:37, scoutek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 22 sierpnia 2016

 

 

Wrzask, brud i ciężki wysiłek fizyczny bohaterów na ekranie to przyjemność wyłącznie wtedy, gdy jest oglądana z własnego fotela w przyjemny letni wieczór. To chyba najbardziej znany męski film, którego główną bohaterką jest kobieta, chociaż głowy nie dam. Skorzystałam z okazji i przypomniałam sobie ten film Ridleya Scotta z 1997 roku i nie żałuję. Wprawdzie odtwórczyni głównej roli dostała za tę rolę swoją trzecią Złotą Malinę, czyli antynagrodę dla najgorszej aktorki, ale nie szkodzi. Mnie tam krzywdy nie zrobiła, lubię ją i tak we wszystkich rolach, tych złych również. Demi Moore, bo o niej mowa, zagrała w tym filmie młodą kobietę Jordan O'Neil, która pracuje w centrali wywiadu amerykańskiej marynarki wojennej. Przy okazji kampanii dotyczącej służby kobiet w jednostkach liniowych, jedna z pań senatorek (świetna Anne Bancroft) wpada na pomysł wykorzystać ją i kieruje na brutalne szkolenie do Navy Seals. A że Jordan jest twarda i bardzo ambitna zgadza się, choć z góry zaznacza, że robi to ze względu na siebie, a nie na ruchy feministyczne. Do tego żąda równego traktowania z mężczyznami w jednostce. I od tej chwili na ekranie mamy krew, pot i łzy. Bardzo widowiskowe zresztą, mało patetyczne na szczęście i bez obowiązkowego w amerykańskim kinie moralizowania. Panowie towarzyszący łysej jak kolano Demi Moore są równie sympatyczni, choć jeden w wykonaniu Viggo Mortensena, mocno daje jej popalić. Ale i jej i jemu wyjdzie to tylko na dobre. Ogólnie fajne kino, z tempem i nie nudne, średnio rozumiem tę Złotą Malinę, do grania był wysiłek i wyczerpanie, żadnych skomplikowanych uczuć i psychologicznych rozdarć. Scena golenia głowy na łyso niezła, choć jak plotka niesie nagrana naprawdę. Można oglądać wielokrotnie, bo choć miało się skończyć tragicznie dla Jordan, to zwyciężył duch w narodzie i happy end.

17:06, scoutek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 sierpnia 2016

 

 

Tego hiszpańskiego reżysera najbardziej cenię za inny film, ale za to ten, o którym dzisiaj piszę, chyba najbardziej Saurę rozsławił. Rok 1976 był nieprawdopodobnym rokiem w rozwoju kina światowego, powstało wiele bardzo dobrych obrazów (żeby wspomnieć "Taksówkarza",  "Trzy dni kondora", "Sieć", "Maratończyka" , "Wszystkich ludzi prezydenta", "Lokatora" czy choćby "Człowieka z marmuru"), a wśród nich pojawia się właśnie ten film Carlosa Saury. W filmie tym urzekła mnie narracja, opowieść o dzieciństwie Any opowiadana przez nią samą, gdzie dziecięce obserwacje przenikają sny, marzenia i wspomnienia o zmarłych ojcu i matce. Ana w towarzystwie dwóch sióstr, starszej Irene i młodszej zwanej Majte, przebywa w starym madryckim domu u siostry zmarłej mamy. Ciocię w wychowywaniu dziewczynek wspiera niania Rosa. Towarzyszy im także sparaliżowana babcia, której głównym zajęciem jest oglądanie starych fotografii. I właśnie te stare zdjęcia powodują mieszanie czasów i perspektyw, wspomnień dojrzalej Any ze snami dziecka. Dziewczynce wydaje się, że otruła ojca schowaną głęboko trucizną, która tak naprawdę jest tylko zwietrzałym proszkiem. Podaje ten proszek także ciotce, która próbuje je wychować na eleganckie damy. Nieudane małżeństwo rodziców, choroba, śmierć i to, jakim mężczyzną był ojciec, wojskowy w reżimie Franco, dziecięca samotność i wyobcowanie Any powoduje, że całość obrazu staje się jedną wielką metaforą. Wszystkiemu towarzyszy bardzo znana piosenka "Porque te vas". W filmie zachwyca gra Geraldine Chaplin w roli matki i dojrzałej Any, oraz Ana Torrent i jej nieprawdopodobne oczy, które towarzyszą nam przez cały film. Perła warta przypomnienia, nic nie traci po czterdziestu (!!!) latach.

16:49, scoutek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 sierpnia 2016

 

 

To chyba jeden z najbardziej znanych westernów młodego pokolenia, że tak to nazwę. Zrealizował go George Roy Hill na podstawie scenariusza Williama Goldmana w 1969 roku, a do dwóch tytułowych ról zaangażował Paula Newmana i Roberta Redforda, wówczas dopiero rozkręcających się w branży. Choć jak wiadomo Newman był zdecydowanie bardziej znany. Duet który powstał na potrzeby filmu stał się duetem przyjaciół na ekranie i poza. Podstawą scenariusza były losy dwóch prawdziwych rewolwerowców. Cała banda Butcha (prawdziwe nazwisko Robert LeRoy Parker) na przełomie 19 i 20 wieku dokonała wielu napadów zarówno na pociągi, jak i na konwoje z forsą, czy banki. W grupie tej znalazł się też Sundance Kid (prawdziwe nazwisko Harry Alonzo Longabaugh). Film Hilla opowiada o fragmencie losów bandytów, raczej na luzie i z przymrużeniem oka, ale tragiczny koniec nie pozostawia widza w niepewności, ale nie ma pewności, że opiera się na prawdziwych wydarzeniach. Choć przy pierwszym oglądaniu jest pewnym zaskoczeniem i wyłamaniem z narracji. Dowcipne dialogi, wartka akcja, uroczy bohaterowie, śliczna dziewczyna, znakomita muzyka Burta Bacharacha i cudowna piosenka. Te dwa ostatnie elementy zostały zresztą docenione przez Amerykańską Akademię Filmową, która nagrodziła Oscarami kompozytora i piosenkę "Raindrops Keep Fallin' on My Head". Parze rewolwerowców towarzyszy piękna Katharina Ross, wśród wielu epizodycznych ról mignie twarz pokerzysty w wykonaniu Sama Elliotta. Świetny film, ktory zostaje w pamięci. Zwłaszcza dwie sceny: jazda na rowerze oraz sam koniec.

Ciekawostką jest, że od imienia bohatera granego przez Roberta Redforda, pochodzi nazwa festiwalu filmów offowych, którego aktor jest twórcą.

18:55, scoutek
Link Komentarze (1) »
wtorek, 19 lipca 2016

 

 

Zaczęłam ten film oglądać z powodu jednego bardzo znanego aktora, ale mowę mi odebrała gra drugiego, mniej znanego. I tak z zachwytem obejrzałam do końca, prawie zupełnie zapominając o tym, dlaczego w ogóle włączyłam ten film. Ma swoje lata, bo Joel Schumacher zrealizował go w 1999 roku, film jest nieco zapomniany, a szkoda. Historia opowiada o byłym ochroniarzu, który uwielbia tańczyć i mieszka w dość podejrzanej kamienicy, pełnej dziwnych ludzi. Najbliższym sąsiadem bohatera, Walta Koontza, jest transwestyta i drag queen Rusty Zimmerman, którego odwiedzają podobni do niego kolorowi mężczyźni. W budynku pojawiają się także dealerzy narkotyków, prostytutki i usiłujący trzymać wszystko twardo w ręce niejaki pan Z, którego cyngle robią zwykle dużo hałasu i krzywdy innym. Podczas jednej z awantur kończących się śmiercią jednej z dziewcząt, Walt dostaje wylewu i od tego momentu jest sparaliżowany i ma problemy z mówieniem. Najpierw wpada w depresję, próbuje się zabić, potem jednak postanawia się nieco pozbierać. Jedna z lekarek radzi mu chodzić na lekcje śpiewu, które pomogą mu odzyskać sprawność szczęki, strun głosowych, a co za tym idzie odzyskać pełnię mowy. Walt nie ma zbyt dużo pieniędzy na lekcje, przełamuje się więc i trafia do Rusty'ego, hałaśliwego sąsiada, za którym nie przepada. I tak zaczyna się przyjaźń miedzy ludźmi, których z pozoru wszystko dzieli. Obaj samotni, niespełnieni, niezbyt szczęśliwi, nie stracili wrażliwości na krzywdę innych. Rolę Walta zagrał fantastyczny jak zawsze Robert de Niro, jego paraliż wygrany jest świetnie (jeden z transwestytów zwraca się do niego "Lewa stopa"), samotność i rozczarowanie innymi także. Ale to Philip Seymour Hoffman kradnie show, to jego Rusty staje się pierwszoplanową postacią filmu. Chwilami trochę przesadnie przegięty, ale zachwyca wrażliwością, oddaniem i szczerością. Cudowna postać i cudowna rola. Jak szkoda, że Hoffmana już nie ma i nie ma szans na to, by znowu nas zachwycił. 

16:32, scoutek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 lipca 2016

 

 

Jakiś czas temu, chyba zimą, na Ale Kino leciał pierwszy sezon tego znakomitego serialu prod. BBC One z 2014 roku. Korzystając z wolnego czasu obejrzałam właśnie w całości sezon drugi. Nie jest tego dużo, oba sezony to zaledwie 12 godzinnych odcinków, których akcja dzieje się na głębokiej angielskiej prowincji. Główną bohaterką jest Catherine Cawood, policjantka z długim stażem pracy i z bardzo skomplikowanym życiem prywatnym. Otóż przed laty nastoletnia córka Catherine, Becky, została zgwałcona przez swojego kolegę Tommy Lee Royce'a, a po urodzeniu synka popełniła samobójstwo. Catherine mieszka z siostrą trzeźwą alkoholiczką i razem wychowują Ryana. Cawood ma jeszcze syna Daniela, który pomaga w wychowywaniu siostrzeńca. Sytuacja zaczyna się zagęszczać, gdy sprawca nieszczęść, Tommy Lee Royce, zostaje wypuszczony po odsiedzeniu wyroku i wraca do miasteczka do matki. Oba sezony dzieją się w obrębie tego samego obszaru, zarówno pod względem miejsca jak i biorących udział w wydarzeniach ludzi, jest fascynujący, genialnie filmowany. Znakomita muzyka, przytłaczająca scenografia. Pierwszy sezon bardziej dramatyczny i krwawy, za to drugi jest nawet chwilami zabawny (np. świetna scena nauki negocjacji z samobójcą). W postać Catherine, ciepłej, wrażliwej, zaangażowanej w życie tak bliskich jak i dalszych znajomych (np. kolegów i koleżanek z pracy czy miasteczka), ale przede wszystkim sumiennej i oddanej swojej pracy policjantki, wcieliła się Sarah Lancashire. Jest w tej roli fascynująca, bardzo prawdziwa i przykuwająca uwagę. Pozostali aktorzy dzielnie wspierają główną postać, a są to m.in. Siobhan Finneran w roli siostry Clare czy Charlie Murphy w roli Ann. Najbardziej demoniczną postać serialu i to obu sezonów, Tommy Lee Royce'a, zagrał nieprawdopodobny James Norton. Poznaliśmy go już m.in. z zupełnie innej roli w serialu "Grantchester", gdzie zagrał księdza rozwiązującego miejscowe kryminalne zagadki.
Dalszy ciąg serialu jest w planach, z przyjemnością obejrzę dalsze losy Catherine, tym bardziej, że tak naprawdę nic się nie kończy i dużo się jeszcze może wydarzyć.

18:15, scoutek
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 czerwca 2016

 

 

Na takie filmy trafiam przypadkiem, bo zwykle nie ma wokół nich wiele szumu. Tak też było wczoraj, a głównym wabikiem był udział znakomitej angielskiej aktorki Helen Mirren.
Film powstał w 2015 roku, zrealizował go Simon Curtis (znany z filmu "Mój tydzień z Marilyn") na podstawie scenariusza Alexi Kaye Campbell. Historia oparta na prawdziwych wydarzeniach, dotyczy restytucji dóbr zagrabionych przez nazistów w czasie II wojny światowej. Główna bohaterka, Maria Altman, która uciekła z opanowanego przez nazistów Wiednia i po wojnie zamieszkała w USA, po wielu latach postanawia odzyskać obraz Klimta, na którym wielki malarz uwiecznił jej ciotkę Adele. Maria wynajmuje młodego prawnika Randola Szoenberga, którego dziadek był kiedyś wielkim austriackim kompozytorem. Oboje mają wiedeńskie korzenie, co ich zbliża ale nie zawsze pomaga. Film jest świetnie zrealizowany, z wielką dbałością o szczegóły i narrację, a do tego cudownie otulony muzyką Hansa Zimmera. Świetnej, dystyngowanej Mirren towarzyszy w tym filmie Ryan Reynolds, znakomity młody aktor. Jego żonę zagrała Katie Holmes, ładna ale niezbyt przekonująca. W epizodzie pojawia się Max Irons, syn wielkiego Jeremy'ego i Sinead Cusack. W sumie bardzo interesujący film, poruszający ważny problem odzyskiwania zagrabionych prywatnych własności po wielu latach. I poruszający przez sposób pokazania postaci i ich przeżyć.

18:43, scoutek
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 czerwca 2016

 

 

Film zrealizowany przez Blake'a Edwardsa w 1961 roku jest oparty na powieści Trumana Capote, ale różni się od pierwowzoru zakończeniem. Młody pisarz żyjący z pieniędzy starszej od niego kochanki, Paul Varjak, wprowadza się do bardzo eleganckiej nowojorskiej kamienicy. Sąsiadka mieszkająca piętro niżej, Holly Golightly, żyje nieco niefrasobliwie na koszt bogatych adoratorów, a tak naprawdę jest zagubioną w wielkim świecie samotną kobietą. Paul i Holly zaprzyjaźniają się, a że łączy ich bardzo wiele, ze sposobem patrzenia na świat włącznie, uczucie przyjaźni stopniowo zamienia się w coś więcej... Film nie odniósłby takiego sukcesu gdyby nie to, że Edwards do roli Holly zatrudnił cudowną Audrey Hepburn, której urok i czar powoduje, że film można oglądać wiele razy. Do tego stroje, specjalnie dla niej zaprojektowane przez Givenchy, powodują niezapomniane wrażenia estetyczne. Mała czarna, którą ma na sobie bohaterka podczas tytułowego śniadania u Tiffany'ego, stała się żelaznym punktem każdej eleganckiej damskiej szafy. Audrey partneruje mało wtedy jeszcze znany George Peppard, któremu ta rola przyniosła sławę i pieniądze. W mniejszej roli nerwowego Chińczyka, sąsiada obojga, pojawia się świetny Mickey Rooney. Znakomita muzyka, którą stworzył Henry Mancini, została nagrodzona Oscarem. Także piosenka "Moon River", napisana specjalnie dla Audrey i przez nią wykonywana, dostała nagrodę Akademii Filmowej. Piękny film o zagubionych ludziach na tle nowojorskich ulic.... A także o przyjaźni, o zrozumieniu i miłości. 

17:25, scoutek
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 35