RSS
środa, 21 czerwca 2017

 

 

Dwa lata temu bardzo znana aktorka amerykańska z korzeniami europejskimi, m.in. dziadek ze strony ojca pochodził z Radomyśla Wielkiego k. Mielca (stąd pochodził również dramaturg Arthur Miller, mąż MM) zekranizowała powieść Amosa Oza. Rodzina pisarza pochodziła z Wilna i Równego (dzisiejsza Ukraina), więc polskie i żydowskie korzenie również widać w twórczości tego wieloletniego kandydata do literackiego Nobla. Czarowny i fascynujący język literatury bardzo trudno przenieść na ekran, ale determinacja i zacięcie Portman widoczne jest w filmie. Niesamowita i bardzo klimatyczna opowieść o nieszczęśliwej matce głównego bohatera, jakim jest młodziutki Amos, zrealizowana bardzo skromnymi środkami robi wrażenie. Autobiograficzne wątki o dzieciństwie w Jerozolimie, o historiach opowiadanych przez ukochaną mamę, która powoli wpada w depresję to wspomnienia pisarza, mocno eksponowane przez debiutującą w roli reżysera Portman. Sprostała zadaniu, stworzyła fascynujący i bardzo poetycki obraz. Widz, którego interesuje historia Żydów, ich migracja i powstanie Palestyny, będzie oczarowany klimatem zilustrowanym cudownymi zdjęciami Sławomira Idziaka. Ale nie jest to obraz łatwy, tak jak i historia samego Oza nie jest, pomimo tego, że ominęła go wojenna zawierucha. To czasy, w których trudno się było odnalezc i małemu chłopcu i jego matce, w której rolę także wcieliła się Natalie Portman. 

14:07, scoutek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 czerwca 2017

 

 

Gdyby nie świadomość, że to historia prawdziwa a tylko zekranizowana przez znakomitego reżysera oscarowego "Slumdoga. Milionera z ulicy", to chyba wyłączyłabym po paru minutach. Wiedziałam o czym jest zrobiony przez Danny'ego Boyle'a w 2010 roku film oparty na książce znanego alpinisty Arona Rolstona, niezbyt ciągnęło mnie do oglądania koszmaru jaki przeżył w kanionie Blue John w górach Utah. Nudzą mnie takie kameralne historie o przetrwaniu, tu jednak najpierw zatrzymały mnie efektowne zdjęcia natury, potem cudowna wspinaczka, fantastyczny nastrój i niesamowity James Franco w głównej roli. A potem już zostałam, mimo, że znałam koniec historii. Aron, nie mówiąc nikomu gdzie jedzie się wspinać, najpierw odbywa szaloną przejażdżkę rowerem w parku narodowym, potem jest przez kilka godzin przewodnikiem dwóch przypadkowo spotkanych dziewczyn. Po rozstaniu z dziewczętami i przy wspinaczce wpada w szczelinę, a spadający głaz blokuje mu prawą dłoń. Zaczyna się walka o przetrwanie, która trwa dokładnie 127 tytułowych godzin, do czasu aż Ralston uwalnia się z pułapki. Przejmująca historia, świetnie zrealizowana, trzymająca w napięciu widza, nawet tego, który dokładnie wie co i jak. Znakomita gra aktorska i naprawdę fantastyczne zdjęcia. Polecam.                                             .

15:19, scoutek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 30 maja 2017

 

To już ostatni odcinek cyklu z "Maszketów" o Kutzu i jego śląskich filmach

"Śmierć jak kromka chleba" to film, który się Ślązakom należał. I nie mógł go zrobić nikt inny. Opowieść o strasznych chwilach ciemnych grudniowych nocy roku 1981 w Katowicach to historia prawdziwa do bólu. Zaczyna się tak jak stan wojenny - śnieg i czołgi na Rondzie, internowania i przejmujące uczucie strachu. Ale zapada decyzja o strajku na kopalni "Wujek", a potem o jego pacyfikacji. Opowieść o tym, jak doszło do śmierci Dziewięciu z Wujka jest jedną z wielu ważnych opowieści o nas samych, o determinacji, odwadze i strachu. Trzynaście lat po tym strasznym grudniu Kutz zrobił kolejny ważny film dla siebie, ale myślę, że to jeden z ważniejszych filmów dla Ślązaków. Zagrali znani i nieznani, wśród znanych wystąpili m.in. Janusz Gajos, Andrzej Grabowski, Adam Bauman, Mariusz Benoit, Jerzy Trela, Jerzy Radziwiłłowicz, Teresa Budzisz-Krzyżanowska, Jan Peszek... Całość oprawił muzycznie Wojciech Kilar, człowiek również związany z Katowicami. Pamiętam te dni sprzed 35 lat jakby to było wczoraj, a film Kutza oddaje świetnie ich nastrój.

11:43, scoutek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 maja 2017

 

c.d. cyklu z "Maszketów" o Kutzu i jego śląskich filmach


O "Paciorkach jednego różańca" pisałam na blogu wcześniej

W 1994 roku Kazimierz Kutz pokazał dwa filmy. 
Pierwszy to "Zawrócony". Robotnik należący do PZPR, Tomasz Siwek, wydelegowany zostaje na katowicki wiec "Solidarności", gdzie ma szpiegować kolegów. Pod wpływem emocji zaczyna z wiecującymi śpiewać religijną pieśń i zostaje uznany przez milicjantów za opozycjonistę. Po długim pościgu zostaje aresztowany i poddany męczącym przesłuchaniom. Ma podać nazwiska wiecujących, ale nie robi tego. Sceny, w których podaje wyłącznie swoje nazwisko i adres są znakomite, a występujący w roli Siwka Zbigniew Zamachowski nieprawdopodobnie autentyczny. Pościg za uciekającym Siwkiem jest ekscytujący, zrealizowany m.in. na zapomnianym cmentarzu żydowskim przy ulicy Kozielskiej w Katowicach. Film ma wiele humorystycznych akcentów, ale klimat jest poważny, pokazuje pęknięcia zachodzące wtedy (i teraz niestety również) w rodzinach. Brat Siwka zostaje przyjęty do ZOMO, więc brat uznany za opozycjonistę raczej mu przeszkadza. Poza Zamachowskim w szczytowej formie pojawia się wielu znakomitych aktorów np. Henryk Bista czy Zofia Rysiówna. Muzykę do tego filmu tym razem zrealizował Jan Kanty Pawluśkiewicz. Znakomicie oddaje nastrój.

15:46, scoutek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 maja 2017

 

 

c.d. cyklu z "Maszketów" o Kutzu i jego śląskich filmach

Dwa lata po premierze "Soli..." w 1971 roku pojawia się w kinach druga część cyklu zatytułowana „Perła w koronie”, którą wiążą z pierwszą bohaterowie i aktorzy. Kutz także kręcił go na Nikiszowcu, ale również w kopalniach "Wieczorek" (Katowice) i "Rozbark" (Bytom). Akcja filmu dzieje się w latach trzydziestych, a jest to opowieść o miłości małżeństwa Jasia Basisty na tle akcji strajkowej na kopalni. To z tego filmu pochodzi słynna scena mycia ojca po powrocie do domu, a także złodziejska akcja synków Jasia, którzy kradną ojcu z talerza jedyny karminadel, zwany również karbinadlem, a gdzie indziej zwany po prostu kotletem mielonym. Do tej samej obsady aktorskiej, która brała udział w „Soli ziemi czarnej” doszlusowała przepiękna Łucja Kowolik, która zagrała żonę Jasia, a także Franciszek Pieczka w roli Huberta Sierszy. No i oczywiście muzykę stworzył znowu Wojciech Kilar. 

18:10, scoutek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 maja 2017

 

Na prośbę twórców "Maszketów"  napisałam dłuższy tekst dotyczący filmów K. Kutza. Całość właśnie tam issuu.com/magazynmaszkety/docs/11 na stronie 18, a dziś tutaj tylko jeden z elementów.

Swoją obecność na ekranach kin Śląsk zawdzięcza człowiekowi urodzonemu prawie 90 lat temu w Szopienicach, dzisiejszej dzielnicy Katowic. Kazimierz Kutz i jego filmy, także książki i felietony, pomagają zrozumieć fenomen Śląska i Ślązaków, ich specyfikę, niezależność i istnienie na tym terenie od wielu lat.

Pierwszym z jego znanych filmów o tej ziemi i ludziach była słynna "Sól ziemi czarnej". To, zrealizowana w 1969 roku na terenie Nikiszowca, dzielnicy Katowic, poetycka opowieść o II powstaniu śląskim. Siedmiu braci Basistów bierze w nim udział, to prości ludzie stąd, którzy w obronie swojego miejsca na ziemi biorą do ręki broń i stają do walki. Jest sierpień 1920 roku, najmłodszy Gabriel przekrada się w zdobytym mundurze niemieckim do Niemców i zakochuje się w sanitariuszce, młodziutkiej Niemce. Powstańcom pomagają Polacy, ale Niemcy są silniejsi. Bohaterowie mówią gwarą, ale język jest zrozumiały dla ludzi spoza Śląska. Pełen pełnokrwistych postaci w znakomitej obsadzie, żeby wymienić tylko paru: Olgierd Łukaszewicz, Jerzy Bińczycki, Jerzy Cnota, Wiesław Dymny, Jan Englert, Bernard Krawczyk, młodziutki Daniel Olbrychski, Jan Bógdoł, Marian Dziędziel, Jerzy Trela, Andrzej Wojaczek (brat poety Rafała)... Świetny montaż i cudowna muzyka Wojciecha Kilara dopełniają obraz.

c.d.n.

10:11, scoutek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 kwietnia 2017

 

 

W piątkowe wieczory jedna ze stacji telewizyjnych nadaje nakręcony po latach dziewięcioodcinkowy dodatkowy sezon znanego również u nas serialu. I dlatego też postanowiłam podzielić się moimi wrażeniami z poprzednich sezonów, nie da się ukryć, raczej pozytywnymi, zrealizowanymi w latach 2004-2009. Najbardziej podobał mi się pierwszy, jako że był odkrywczy i zupełnie zaskakujący, ale potem niejako z rozpędu obejrzałam resztę. Krzywdy nie zrobiło, choć zachwytu nie wzbudziło. Historia jest całkiem od czapy ale może dlatego przykuła moją uwagę: otóż w więzieniu Fox River ląduje Lincoln Burrows, skazany na śmierć za zbrodnię, której nie popełnił. Mike Scofield, młodszy brat Burrowsa, kilka lat wcześniej brał udział w przebudowie więzienia i zna go jak własną kieszeń. Po napadzie na bank ląduje w Fox River z przygotowanym planem ucieczki, jest bowiem zdecydowany uwolnić swojego niewinnie wrobionego w zbrodnię brata. Na wszelki wypadek jednak tatuuje swoje ciało w plany więzienia i różne pomocne dla ucieczki szczegóły. Tak się zaczyna ta więzienna historia, która rozkręca się bardzo powoli ale fascynuje od pierwszego ujęcia. Poza braćmi w serialu występują niesamowite postacie, złe i jeszcze gorsze, ale Fox River to nie miejsce dla aniołków. No, chyba, ze pojawi się kobieta, która jak zwykle łagodzi obyczaje. Świetny klimat, niesamowite zwroty akcji i naprawdę pełnokrwiste postaci dają pełen napięcia sezon pierwszy. A potem trochę się rozmywa, choć bohaterowie zawsze przed czymś i przed kimś uciekają. W pierwszym sezonie uciekają z więzienia, w drugim przed pościgiem, w trzecim akcja dzieje się znowu w panamskim więzieniu Sona. W czwartym walczą z Firmą. A w piątym, który się właśnie zaczął, Mike siedzi w więzieniu Ogigy .... Klimat trzyma serial do końca, ale to - poza intrygą - zasługa zatrudnionych aktorów, od początku do końca tych samych, którzy nie odpuszczają i naprawdę ciężko pracują na sukces. Mało znani Wentworth Miller i Dominic Purcell w roli braci, a towarzyszą im Amaury Nolasco (świetny Sucre), Robert Knepper (przerażający T-Bag), Wade Williams (okropny Brad Bellick), Paul Adelstein (zaskakujący Kellerman), William Fitchner (fascynujący Mahone) i wielu innych. W roli pięknej pani doktor Sary Tancredi wystąpiła Sarah Wayne Callies. Pomimo miejsc, w których się dzieje oraz problemów  się pojawiających bardzo lubiłam ten serial i z sentymentem oglądam pointę zatytułowaną "Sequel". Czy to rzeczywiście koniec? Bo jak wiadomo śmierć jednego z bohaterów niczego nie skończyła....                                      .

18:14, scoutek
Link Komentarze (2) »
środa, 12 kwietnia 2017

 

 

 

Usiłowałam ten film zobaczyć od dawna, jakoś się nie składało aż wreszcie się udało. Trochę się postarzał, ale nadal jest fascynujący. To przedostatni film znakomitego reżysera Louisa Malle, zrealizowany w 1992 roku, na trzy lata przed jego śmiercią. Szkoda, że Malle odszedł w w wieku zaledwie 63 lat, mógł jeszcze tworzyć przecież długie lata. Ten film to historia podsekretarza stanu, Stephena Fleminga i jego wielkiej erotycznej fascynacji młodziutką dziewczyną syna. Fleming spotyka uroczą Annę Barton na przyjęciu, ona natychmiast przedstawia się, że jest dziewczyną jego syna Martyna. Ale fascynacja i pożądanie jest tak wielkie po obu stronach, że nie przeszkadza im to zupełnie w nawiązaniu gorącego romansu. Oboje oczywiście ukrywają swoje uczucia przed resztą świata, a oszukiwanie Martyna oraz jego matki, a żony Fleminga, Ingrid, staje się normą. Film jest niespieszny, pełen coraz bardziej śmiałych, erotycznych scen. Seks jest uprawiany prawie w milczeniu, zupełnie pozbawiony wyznań. Dopiero z czasem bliskość erotyczna zaczyna zmieniać się powoli w coś głębszego. Nad życiem Anny ciąży pewne fatum, które wyjaśnia mu sama, ale resztę dopowiada jej matka podczas wspólnej kolacji zaręczynowej Martyna i Anny. Przypadkiem odkryty romans bohaterów doprowadza do tragedii. Fascynujący klimat filmu, świetnie prowadzona akcja ale przede wszystkim nieprawdopodobna chemia wyczuwalna w relacji Anny i Stephena to główne zalety filmu. Oczywiście nie udałoby się to bez udziału znakomitych aktorów: Jeremy'ego Ironsa i Juliette Binoche, którzy wzajemne uczucie zagrali rewelacyjnie. W roli Ingrid możemy zobaczyć Mirandę Richardson, piękną i ciepłą, nominowaną do Oscara za drugoplanową rolę żeńską ale dostała za tę rolę nagrodę BAFTA. Martyna zagrał Rupert Graves, ostatnio widywany w serialu "Sherlock". A w epizodzie, w roli matki Anny wystąpiła dobrze znana polskiej publiczności z filmów Krzysztofa Zanussiego, Leslie Caron.

17:43, scoutek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 kwietnia 2017

 

 

Znowu najpierw było słowo. Wielkie dzieło Giuseppe Tomasi di Lampedusy przeczytałam bardzo dawno temu, zrobiło na mnie niesamowite wrażenie i pochłonęło mnie kompletnie jak to z najlepszymi powieściami bywa. O filmie słyszałam całe życie, nie miałam szczęścia trafić na seans, dopiero jednak teraz udało mi się obejrzeć to wielkie dzieło Luchino Viscontiego. Monumentalna, bo trzy i pół godzinna ekranizacja z 1963 roku po latach robi wrażenie, ale jednak widać na niej niestety ślad upływającego czasu. Na tle przemian zachodzących we Włoszech, zapowiedzi zjednoczenia małych księstw w wielkie państwo, widz obserwuje drobny epizod z życia księcia don Fabrizio Salina i jego dużej sycylijskiej rodziny. Salina postanawia ożenić swego siostrzeńca arystokratę z bogatą córką mieszczanina, co jest równoznaczne z uznaniem obniżającego się prestiżu własnego rodu. Takie czasy idą i książę staje wobec zmieniającego się świata sam, zdecydowany i samotny. Intryga nie jest skomplikowana, działania księcia są jasne i przejrzyste, więc całość trochę się dłuży. Gdyby nie forma i jej wykonanie to stwierdziłabym, że film nie wytrzymał próby czasu. Ale jest przepięknie zrealizowany, każde ujęcie ma wartość malarską, poszczególne kadry mogłyby być ilustracjami do podręczników scenografii lub historii sztuki, strojów, wnętrz.... Towarzyszy nam do tego muzyka niesamowitego Nino Roty, a w głównych rolach mamy Burta Lancastera, prześliczną Claudię Cardinale i młodziutkiego zachwycającego Alaina Delona. I gdy widz skupi się wyłącznie na detalach, na poszczególnych ujęciach, muzyce i grze aktorów to wyjdzie zachwycony.

Peckinpah, dzięki Tobie wreszcie udało mi się zobaczyć i jestem wdzięczna. Bardzo.

16:08, scoutek
Link Komentarze (1) »
czwartek, 23 marca 2017

 

 

Od tej powieści zaczęła się moja wielka miłość do jej autora, Alistara MacLeana i jego książek. W latach 90., gdy nastąpił wysyp książek niedrukowanych w PRL, przeczytałam chyba wszystko co się pojawiło. Ale tylko "Działa" czytałam z piętnaście razy i ciągle mam egzemplarz z rodzinnego domu. Bawił mnie ironiczny styl, kpina i zabawne dialogi, a także wartka akcja i świetny klimat. I choć ekranizacja nie dorasta do tekstu MacLeana, to jednak jest również klasą samą w sobie. Długi, prawie trzy godziny trwający film, wzbogacony o damskie wdzięki i efekty specjalne, ogląda się po 55 latach po powstaniu całkiem niezle. Wiadomo, że teraz zrobiono by to zupełnie inaczej, ale tamta ekranizacja J. Lee Thompsona z 1961 roku jest interesująca i stworzona z rozmachem, broni się także po latach. Historia wojenna o grupce śmiałków udających się na grecką wyspę Nawaronę, by w prawie samobójczej akcji wysadzić w powietrze dwa potężne działa niemieckie, które uniemożliwiają ewakuację ludności z sąsiednich wysp. Rzecz dzieje się w 1943 roku, a grupie przewodzi kapitan Keith Mallory, przedwojenny alpinista i oficer brytyjskiej armii. Rzeczywiście istniał taki ktoś, MacLean pożyczył nazwisko i pewien background od prawdziwego Mallory'ego. W akcji poza nim biorą udział: pułkownik Andrea Stavrou, kapitan John Anthony Miller, szeregowy Casey Brown, major Roy Franklin i Spyros Pappadimos. Każdy ma swoja specjalizację, konieczną do przeprowadzenia operacji i cała grupa świetnie się uzupełnia. Całość trzyma w napięciu, tym bardziej, że zagrana w fantastycznych klimatach wyspy Rodos - m.in w samej stolicy wyspy i na Lindos. A także w zatoce, która po latach otrzymała nazwę Zatoki Anthony'ego Quinna. Do tego film oprawiono muzyką giganta wśród kompozytorów filmowych czyli samego Dimitri Tiomkina. Za efekty twórcy otrzymali Oscara w roku 1962. Aktorsko również niesamowity: poza przecudownym Gregorym Peckiem w roli Mallory'ego (jeszcze przed Oscarem za Atticusa w "Zabić drozda"), wystąpili Anthony Quinn, David Niven, Anthony Quayle, Stanley Baker. Pojawiają się też kobiety nieobecne w książce i jedną z nich jest najsłynniejsza grecka aktorka Irene Papas. Jak traficie na to cacko w telewizji to zatrzymajcie się choć na chwilkę - warto sobie przypomnieć.

15:53, scoutek
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 38