RSS
piątek, 17 listopada 2017

 

 

Broniłam się przed tym serialem bardzo. Dużo słyszałam i czytałam, w większości pozytywnych opinii. znajomi pytali czy widziałam i reagowali zdziwieniem na moje negatywne odpowiedzi. Aż nadszedł wieczór, gdy wreszcie odpaliłam pierwszy odcinek i stało się to, czego można było się spodziewać od początku. Zassało i zostałam do końca. I bardzo dobrze, że odczekałam, bo miałam krótszy czas oczekiwania na następny sezon. Serial jest znakomity, narracja prowadzona jest na kilku poziomach, a mnie ten dziecięcy zachwyca najbardziej. Choć Winona Ryder jest chyba w swoim życiowym wcieleniu, nieprawdopodobne, że ta drobna dziewuszka stała się taką postacią o takiej sile i emocji. Wszyscy są fantastyczni, dzieci po prostu rozbrajające. I szczerbaty Dustin (Gaten Matarazzo) i Lukas (Caleb McLaughlin) i Mike (Finn Wolfhard) i oczywiście Will (Noah Schnapp). Serial zaczyna się od tego, że po grze RPG, w której ta czwórka przyjaciół bierze udział, rozchodzą się i jeden z nich do domu nie dociera. Zaczynają się poszukiwania, wtedy zaczyna się jazda. Mieszanka horroru i sf jest jednym wielkim ukłonem w kierunku kultury i sztuki lat 80., składa się z ciągu cytatów i mrugnięć do widza, który tylko uśmiecha się widząc lub słysząc nawiązania do filmów Spielberga, horrorów i gier. A w tle towarzyszy nam cały czas muzyka z tamtych lat. Dzieciom najmłodszym partnerują nieco starsi Jonathan, Nancy i Steve, którzy mają swoje problemy ale muszą je podporządkować innym sprawom. Oraz rodzice, w tym właśnie mama Willa i Jonathana, Joyce, i wspierający jej walkę o syna komendant Jim Hopper (fantastyczny David Harbour). W drugim sezonie pojawia się więcej postaci, równie dobrych. Ale w obu sezonach widzów trzyma w garści Eleven (Millie Bobby Brown), chyba najważniejsza (prócz potworów) postać serialu.  Jest rewelacyjna, oszczędna, wyciszona i bardzo osobna, która powoli ulega urokowi innych bohaterów. Poza Winoną Ryder i Matthew Modine w epizodzie, twórcy serialu, bracia Matt i Ross Duffer, nie zatrudnili znanych twarzy. I bardzo dobrze. Serial jest naprawdę świetny, oba sezony na równym, wysokim poziomie. Nagrodzono go już kilkoma nagrodami Emmy czy Saturnami.  Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy, bo nie wątpię, że nastąpi. 

16:04, scoutek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 listopada 2017

 

 

Ten serial to absolutny ewenement na moim blogu. Przede wszystkim można go oglądać nie  po kolei, a i tak nic się nie traci, bo jest kompletnie pozbawiony intrygi i bohaterów. Właściwie ludzi też nie ma, tyle co przypadkowi przechodnie, a i tak są nie bardzo widoczni. No chyba że pomniki, tak, wtedy są nawet imponujący jak Mount Rushmore i jej cztery prezydenckie oblicza, których nigdy z tak bliska na żywo nie zobaczymy. Serial jest dokumentalny, ale specyficznie: otóż to długa cudowna podróż po świecie widzianym z góry. Z helikoptera wraz z filmowcami NASA oglądamy fantastyczne miejsca w następujących krajach: RPA, USA, Wyspy Brytyjskie, Islandia, Dania, Niemcy, Belgia, Francja, Hiszpania, Portugalia i Włochy. Serial liczy już siedem serii po 9, 13 i 14 odcinków, które trwają po 25 minut każdy. Odcinek rozpoczyna się mapą świata, lądujemy w kraju, którego dotyczy i realizator najpierw pokazuje nam szlak, jakim podążymy tym razem. A potem następuje lot. Świetnie się ogląda te miejsca, które znamy, bo perspektywa serialowego zwiedzania jest zupełnie inna. Z góry. Ani przez chwilę nie lądujemy na ziemi, nie opuszczamy środka lokomocji, więc np. obejrzenie placu św. Marka czy kanałów weneckich z góry robi wrażenie. A ogrody Alhambry? Sycylia i Etna? Londyn? Rzym? Monte Cassino? San Marino? Kopenhaga? Boston? Bruksela? I przyroda, geotermalne zrodła na Islandii? Park Yellowstone? Prerie? Niagara? Nieprawdopodobne przeżycie. Z offu towarzyszy nam dyskretna muzyka i nienachalny komentarz. Informacji jest tyle ile trzeba, by uzupełnić obraz i historię, by zainteresować miejscem oglądanym z góry. To co się zna ogląda się z rozrzewnieniem, a to czego nie z nadzieją, że kiedyś tam jeszcze pojedziemy. I pozostaje niedosyt, bo zupełnie nie ma Azji, Ameryki Południowej, Afryki, Skandynawii... Oby twórcom chciało się nadal podróżować górą...                                                             .

16:37, scoutek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 listopada 2017

 

 

Margaret Atwood, autorka książki na podstawie której zrealizowano ten serial, jest wizjonerką. Świat, w którym w obliczu absolutnego braku potomków panowie z pomocą swoich bezpłodnych żon tworzą państwo na terenach dzisiejszego Bostonu i okolic, gdzie te płodne stają się macicami przeznaczonymi wyłącznie do rodzenia dzieci. Każdego dziecka innemu mężczyznie. Główna bohaterka Offred (of Fred - jej chwilowy właściciel nazywa się Fred Waterford), której prawdziwie imię nie jest używane i nie istnieje dla świata, dobrze pamięta swoje poprzednie życie, które skończyło się dopiero co. Miała męża, córeczkę, pracę, konto w banku.... W jednej chwili wszystko straciła i stała się niewolnicą przeznaczoną do rodzenia. Fred jest hipokrytą i ma swoje ukryte pragnienia, a jego piękna, zimna i okrutna żona marzy tylko o dziecku. Istnieje podziemny, męski świat znany tylko wybranym i nasza bohaterka trafia tam wraz ze swoim właścicielem. Sama zostaje również wciągnięta w ruch oporu, który rodzi się wśród podręcznych. Film jest fascynujący, to potworna wizja państwa polegającego na dominacji, sile, opresji, brutalności i okrucieństwie wobec wszystkich, którzy nie chcą się podporządkować. W 2017 roku otrzymał osiem nagród Emmy, na nagrody zasługują znakomici aktorzy,  przede wszystkim Elisabeth Moss, Joseph Fiennes, Alexis Bledel, Yvonne Strahovski... Twórca Bruce Miller genialnie oddał klimat i przesłanie powieści Atwood, ciekawe co wymyśli dalej, bo wygląda na to, że planowany jest dalszy ciąg...                                      

11:40, scoutek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 31 października 2017

 

                                           .

Amerykańskie dziewczynki są wychowywane na lekturze "Małych kobietek" autorstwa Louisy May Alcott, książki prawie nam nieznanej i zbyt infantylnej jak na naszą mentalność. Nasze wychowuje Lucy Maud Montgomery i jej "Ania z Zielonego Wzgórza", od zarania lektura dorastających panienek. I ich dorosłych matek także, bo świetnie się do tego wraca po latach. Do tej pory powstało kilka ekranizacji, najbardziej znana i lubiana była poprzednia z 1985 roku z genialną obsadą Megan Follows, Colleen Dewhurst, Richard Fernsworth. A Gilbert w wykonaniu, nieżyjącego już niestety Jonathana Crombie jest dla mnie jak Winnetou w wykonaniu Pierre Brice - nie do pobicia i przebicia. Tamta ekranizacja była bardzo bliska literackiemu pierwowzorowi, choć później powstało wiele dodatków, które już z książką nie miały nic wspólnego. Poza bohaterami. W tym roku pojawił się serial zatytułowany "Ania, nie Anna" i muszę przyznać - jest znakomity. Nie wszystko jest tak jak w książce, pierwszy odcinek zapowiadał się wprawdzie na bardzo wierną oryginałowi, ale potem jest przejmująco i wzruszająco choć nieco inaczej. Wzbogacone o wątki opowiadające o młodości Mateusza i Maryli, o rodzinie Gilberta, o samym Avonlea i jego mieszkańcach, problemach z utrzymaniem Zielonego Wzgórza itd.. Jest pięknie, choć ostatni odcinek pierwszego sezonu zapowiada jakieś dramatyczne zwroty w przyszłości... Obsada jest dobra, mało znane twarze. Ania świetnie zagrana przez Amybeth McNulty jest ruda i niezbyt urodziwa, ale bardzo przekonująca i urocza. Maryla (Geraldine James) oschła, choć mniej zdystansowana niż w wydaniu Colleen Dewhurst. Mateusza zagrał R. H. Thomson, bardzo dobry ale wolałam Fernswortha, bardziej chwytał za serce. Każda z nas chyba marzy o takim ojcu lub dziadku... O Gilbercie w wykonaniu Lucasa Jade Zumanna trudno mi pisać, jest niezły ale jeszcze zbyt mało go było na ekranie bym mogła napisać więcej. I nadal miesza mi w głowie Jonathan Crombie. 
Zawsze mnie zastanawia dlaczego w pierwszym tłumaczeniu książki najbliższa sąsiadka i przyjaciółka Maryli została nazwana Małgorzatą, choć w oryginale kanadyjskim nazywa się Rachel Linde. Ten błąd jest powielany zarówno w książkach, jak i w filmach. I prowadzi to do tego, że słyszymy "Rachel" a w napisach jest "Małgorzata". 

11:32, scoutek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 października 2017

 

 

To film, który przypomina mi "Wszystkich ludzi prezydenta" ze względu na sposób opowiadania. W obu mamy dziennikarskie śledztwo, tylko różni je tematyka i czasy. Tam mieliśmy lata siedemdziesiąte i film dotyczył afery Watergate. "Spotlight" dotyczy wielu lat, ale czas śledztwa to rok 2001. Oba obrazy różni tempo, czasy nabrały rozpędu i więc sposób opowiadania musiał się zmienić. Historia bulwersująca i przejmująca, opiera się na faktach. Zrealizowany w 2015 roku przez Toma McCarthy'ego film otrzymał w zeszłym roku dwa Oscary (w tym za najlepszy film i najlepszy scenariusz oryginalny). Zaczyna się od tego, że do redakcji Globe trafia outsider, nowy redaktor Marty Baron, który ze środowiskiem Bostonu nie ma nic wspólnego i ma odwagę sięgnąć po temat pieczołowicie zamiatany pod dywan. Inspiruje redaktorów i wskazuje kierunek dochodzenia działu Spotlight, którzy podejmują temat pedofilii w kościele katolickim w latach 60 i 70 ub. wieku. Same ofiary i ich przeżycia, o których wszyscy wiedzieli, to dla Marty'ego za mało. Jego interesuje system, w którym pedofilia na taką skalę była możliwa. Bo słyszano początkowo o 13 ofiarach, ale okazało się, że liczba ofiar przekracza 100. System polegający na ukrywaniu i przenoszeniu sprawców był akceptowany przez kurię i jej zwierzchnika i wspierany przez prawników doradzającym ofiarom zaprzestania skarg, działał wiele lat. Okrutna i bezwzględna grupa wykorzystująca naiwne dzieci i ich rodziców lub opiekunów. I to grupa ludzi, którzy są powołani do zupełnie innych celów.  A w Bostonie nikt się nie zbuntował pomimo tego, że sprawa była szeroko znana. Wstrząsająca historia, która doprowadziła do dymisji abp Bernarda Law'a i rozpoczęła międzynarodową dyskusję na temat pedofilii wśród kleru. Na końcu filmu zresztą pojawia się lista miejsc, gdzie odkryto kolejne takie przypadki, wśród nich znajduje się Poznań za czasów bpa Paetza. Film jest świetny, nie epatuje okrucieństwem i szczegółami, ale solidnie opowiada o faktach. Jest też znakomicie zagrany. Występują świetni: Mark Ruffalo, Michael Keaton, Rachel McAdams, Liev Schrieber czy Stanley Tucci. Trudny i okrutny temat, prosty ale znakomity film.                                              .

12:07, scoutek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 października 2017

 

 

Jeśli ktokolwiek natrafi na recenzję tego filmu i zobaczy w niej słowo komedia, to niech wie, że jej autor nic z tego filmu nie zrozumiał. Film jest zabawny, owszem, ale absolutnie nie w sensie komediowym. Uśmiech towarzyszy widzowi dlatego, że tak oryginalna satyra na sztukę i kulturę bogatych nie bywa często na ekranach . Ten film to zbiór scen, obrazków i historyjek, które łączy jeden bohater i jego miejsce pracy. Dyrektor sztokholmskiego muzeum sztuki, wysmakowany rozwiedziony ojciec dwóch córek, bierze udział w wystawach, przygotowania, instalacjach i pokazach sztuki. A wszystko zaczyna się od pewnej sceny, inscenizacji na jednym z placów Sztokholmu, podczas której ... Nie, nie zepsuję oglądania. Właściwie powinnam się zamknąć na wstępie, bo najfajniej jest samodzielnie odkrywać karty i samemu zastanawiać się nad tym co to znaczy dla nas samych i co widzimy. Bo każdy odbiera te sceny inaczej.  Dla mnie przyjemnością było także słuchanie dialogów, które prowadzone są w trzech językach: angielskim, szwedzkim i duńskim. Szczególnie rozróżnianie tych dwóch ostatnich sprawiło mi wielką przyjemność. Do tego towarzyszy nam głos niesamowitego i oryginalnego muzyka Bobby'ego McFerrina, którego wokalizy dają niezły klimat. Film Rubena Östlunda zrealizowany w tym roku zdobył już Złotą Palmę.

15:39, scoutek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 października 2017

 

 

Przypadkiem trafiłam na ten serial, polski tytuł "Tacy jesteśmy", i wcale nie żałuję. 18 odcinków po prawie 45 minut każdy połknęłam w kilka dni, bo akcja jest wartka, a i sposób opowiadania bardzo interesujący. Historia kilku osób, rodziny trojaczków z czego jedno dziecko zostało adoptowane w miejsce zmarłego w chwili urodzenia, jest historią fascynującą. Dzieci urodziły się w 1980 roku, ale serial sięga do czasów dzieciństwa ich rodziców i opowiada o tym, skąd tacy jesteśmy. Skąd biorą się nasze wybory, nasze decyzje. Co dziedziczymy po przodkach a co wypracowujemy sobie sami. Mamy i wzajemną rywalizację i rasizm i brak tolerancji dla otyłych i walkę z nadwagą, ale także odmienne preferencje seksualne. Jest ciężka praca dla rodziny, ale są i kariery zarówno w biznesie, jak i w przemyśle rozrywkowym. Ciepły, zabawny, fantastycznie rodzinny serial, który jest kontynuowany, bo właśnie pojawiły się dwa nowe odcinki. I są równie dobre co poprzednie. Twórcy zasłużyli na te kilka nagród, które otrzymał. Nagrody otrzymali aktorzy, których tu bez liku, ale raczej mało znani: absolutnie cudowni: Milo Ventimiglia i Mandy Moore, dzieci duże to przystojny i zabawny Justin Hartley, utalentowany i wzruszający Sterling K. Brown, rozczulająca Chrissy Metz. Partnerzy dzieci to fenomenalny jako postać Tobiego Chris Sullivan i prześliczna Susan Kelechi Watson w roli Beth. I dwie przecudowne postacie:  Ron Cephas Jones w roli odnalezionego ojca oraz Gerald McRaney jako położnik w zastępstwie, nagrodzony zresztą za swój epizod tegoroczną Emmy. POLECAM szczerze i z zachwytem.                                         .

14:41, scoutek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 października 2017

 

 

 

Wszystko jest piękne: widoki, domy, wnętrza, kobiety, dzieci, rodziny. Sielanka. Ale jak się tak trochę podrapie to rzeczywistość skrzeczy i spoza tych tabloidowych fotek, romantycznych ujęć i cudownych póz przepięknych kobiet i przystojnych mężczyzn wyziera okrucieństwo, brutalność, fałsz... Pozory mylą i nie oceniaj książki po okładce - to właściwe motto tego fantastycznego serialu. W Monterey, w środowisku bogatych i znających się od dawna rodzin pojawia się nowa mieszkanka ze swoim małym synkiem Ziggim (wiadomo od razu w czyim kierunku ukłon?). Nic o niej nie wiemy, poza tym co widzimy: samotna, wygląda skromnie na tle miejscowych, ale jest sympatyczna i uczynna, prawie natychmiast zjednuje sobie jedną z grupy. Razem z nową w środowisku poznajemy grupę matek, ojców i ich dzieci, wzajemne relacje i zależności. Narracja prowadzona jest tak, że obok tego co dzieje się teraz, słyszymy komentarze bohaterów na temat tego, co wydarzy się na końcu. A wisi nad nami widmo śmierci. Słyszymy o imprezie, podczas której ktoś umiera. Ale kto i dlaczego dowiadujemy się dopiero w ostatnim odcinku. Fascynująca i prawdziwa opowieść o życiu, które jest takie samo na całym świecie i we wszystkich grupach społecznych. Ludzie mają podobne problemy wychowawcze bez względu na grubość portfela. I szarpią nimi podobne namiętności. Fantastycznie zagrany serial: Nicole Kidman, Reese Witherspoon, Sheilene Woodley, Zoe Kravitz, Laura Dern, Adam Scott i Alexander Skarsgård to czołówka. Serial kończy się tak, że daje nadzieję na ciąg dalszy, co byłoby fajne, choć niespodziewane, bo intryga z książki została zakończona. Ale może twórca David E. Kelley ma pomysł co dalej i namówił do pracy autorkę książki Liane Moriarty? W każdym razie to, co stworzył do tej pory jest świetne, serial otrzymał 8 nagród Emmy, w tym za najlepszy serial limitowany, obsadę czy kostiumy. Warto poświęcić 7 godzin, bo tyle liczy całość.

12:27, scoutek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 września 2017

 

 

W dzisiejszych czasach w Polsce tytuł nie mógł brzmieć jak w oryginale "Wiktoria i Abdul", bo w czasach, gdy Polaków straszy się islamem, taka historia nie przyciągnęła by nikogo do kin. A historia opowiada właśnie o związku królowej Wiktorii z hinduskim pracownikiem więzienia, który wyznaje islam. Abdul Karim przybywa z Indii do Windsoru by wręczyć królowej medal Mohur. Wybrany przez przypadek (bo jest wysoki) swoją śmiałością i otwartym, szczerym spojrzeniem zwraca uwagę Wiktorii, która zaczyna być mężczyzną coraz bardziej zainteresowana. Stara, niedołężna i schorowana królowa budzi się z letargu, w jakim była przez ostatnie lata i odkrywa nowe pola zainteresowań. Hindus opowiada jej o sztuce perskiej, uczy urdu i Koranu. Staje się powiernikiem i wsparciem, taktownym, szczerym i otwartym. To oczywiście zaczyna się nie podobać tym, którzy do tej pory mieli wpływ na królową. Intrygi dworu, ze szczególnym uwzględnieniem następcy tronu syna Wiktorii Alberta spełzają na niczym. Abdul staje się najwierniejszym i najbliższym towarzyszem królowej, która sprowadza z Indii resztę jego rodziny. Stephen Frears, opierając się na prawdziwych wydarzeniach ("mostly" jak zaznacza w czołówce) zrealizował w tym roku fascynujący film, w którym opowieść o starości i przyjazni przeplata się z rozliczeniami imperialnymi Wielkiej Brytanii. Mam nadzieję, że rola Wiktorii w wykonaniu Judi Dench zwróci uwagę Amerykańskiej Akademii Filmowej, bo rola ta jest fenomenalna i przejmująca. A Ali Fazal uroczy i pełen wdzięku, nawet w chwilach, gdy nagina fakty do swoich potrzeb. Świetny film.

10:01, scoutek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 września 2017

 

 

Niesamowicie prosty, ale czarowny film. Trzy Oscary w bieżącym roku za scenariusz adaptowany, drugoplanową rolę męską  (znany wcześniej Mahershala Ali z "Igrzysk śmierci" czy "House of cards"), oraz za najlepszy film roku świadczą o poziomie obrazu. Wciąga jak magma, bo widz od pierwszych ujęć zastanawia się w którym kierunku zmierza. Opowieść o czarnym chłopcu, który próbuje znalezć się w trudnym środowisku dilerów narkotyków i narkomanów. A także o tym jak trudno poznać samego siebie. Historia podzielona jest na dwie części - bohatera poznajemy jako młodego chłopca, którego wychowuje matka narkomanka a niespodziewanym opiekunem staje się diler narkotyków. A potem mamy przeskok czasowy i nasz bohater jest dorosły i widzimy co wynikło z trudnego dzieciństwa. Film oparty jest na sztuce teatralnej, ale reżyser Barry Jenkins potrafi przykuć widza do fotela. Fabuła w gruncie rzeczy sztampowa, ale jak to jest opowiedziane. Powolna akcja pięknie zrealizowana, świetnie opowiadana wzrusza i zostawia głęboki ślad. Trudno zapomnieć o tym filmie i jego bohaterach.

12:13, scoutek
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40