|
Archiwum
Tagi
|
sobota, 12 maja 2012
To pierwszy film tego reżysera i już nominacja do Oscara. Nieźle się zapowiada J. C. Chandor, oby tylko nie spoczął na laurach. A film jest trudny, ale znakomicie zrobiony. Opowiada o kulisach kryzysu na Wall Street, upadku banku (nazwa nie pada) i chciwości, która jest motorem działania. Zrealizowana w 2011 roku opowieść zaczyna się od pokazania procesu zwalniania 80% pracowników jednego piętra firmy. Wśród zwolnionych znajduje się jeden analityk, który wpadł na pewną prawidłowość, która doprowadza go do wniosków o grożącym bankructwie. Wychodząc z budynku przekazuje swojemu dotychczasowemu podwładnemu pendrive z informacjami. Obserwujemy grupę ludzi, która odseparowana od prawdziwego życia obraca takimi kwotami, takimi pieniędzmi, że kręci się od nich w głowie. Do tego sami zarabiają grube miliony, zupełnie tracąc kontakt z rzeczywistością. Całość ogląda się jak znakomity thriller, pełen emocji a do tego zagrany po mistrzowsku. Dwie najważniejsze postacie zagrali fantastyczni Kevin Spacey i Jeremy Irons, w pozostałych rolach pojawiają się m. in. Stanley Tucci czy Demi Moore. Nieco teatralny ale baaaaardzo interesujący kawałek dobrego kina.
niedziela, 06 maja 2012
Jak twórca filmu chce wzruszyć widownię to wie, że wystarczy by na ekranie pojawiło się jakieś zwierzę. Zwierzę najbardziej poruszające serca widzów to jakieś maleństwo: kot, pies, może źrebak.... im bardziej nieporadny tym bardziej rozczulający. I jeśli do tego reżyser (do tego bardzo doświadczony reżyser) mówi, że chciał stworzyć obraz, który można obejrzeć z całą rodziną to prawie wiemy, co nas czeka. Prawie, bo nawet Spielberg potrafi przesadzić. I tak właśnie się stało. To historia konia, pięknego i mądrego o imieniu Joey, który wychowany w Devon, na wsi angielskiej, najpierw uczy się orać, potem zostaje wcielony do wojska i służy podczas I wojny światowej, po obu stronach frontu zresztą. Ale wzbudza tak wielki zachwyt, że zostaje oszczędzony i nawet uratowany przez żołnierzy z obu stron okopów. Bardzo zabawna ( i tragiczna) scena uwalniania zaplątanego w zasieki konia, jest kroplą, która przebrała czarę i zaczęły mnie boleć zęby. A łuna na niebie w ostatniej scenie przebiła łunę znad Atlanty w „Przeminęło z wiatrem”. Historia zrealizowana w zeszłym roku jest tak słodka, że aż mdli. Pewnie z tego właśnie powodu Akademia Filmowa nie nagrodziła tego filmu żadną statuetką, bardzo dobrze, że się opamiętali, bo nominacji miał od metra. Poza zdjęciami, bardzo efektownymi zresztą, które są dziełem Janusza Kamińskiego, w tym filmie nie ma nic. Poza koniem oczywiście.
wtorek, 01 maja 2012
Ten film jest taki jak On. Mądry, inteligentny, bardzo zabawny i dowcipny, optymistyczny, bardzo ludzki i taki właśnie swój, bez zadęcia i pajacowania. Tak jak film wszyscy znamy na pamięć, tak bycie z Nim było proste, był bowiem jednym z najbardziej otwartych ludzi, jakich znałam. Mój Ojciec, który zrobił mi najsmutniejszą niespodziankę w swoim życiu i odszedł w zeszłym tygodniu.... Historia, którą Sylwester Chęciński zaczął opowiadać w 1967 roku, dotyczy dwóch zwaśnionych rodów Karguli i Pawlaków. Przodkowie Kazimierza i Władysława, których widzimy na ekranie, pokłócili się o miedzę i wyniku bójki jeden z Pawlaków, Jaśko, musiał uciekać do Ameryki. W pierwszej części trylogii wraca na chrzciny wnuczki na powojenne Ziemie Odzyskane i dowiaduje się, że bezpośrednim sąsiadem brata jest właśnie rodzina Kargula, ba, sam Władek Kargul jest także dziadkiem maleństwa. Jaśko Pawlak nie potrafi tego zrozumieć i wybaczyć, ale Kazimierz Kargul, jego brat, cierpliwie opowiada mu całą historię powojennej repatriacji na Ziemie Zachodnie. Genialnie napisane dialogi, których większość weszła na stałe do języka potocznego („Sądy sądami ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie”, „Kargul, podejdź no do płota, jako i ja podchodzę” czy „To już czwarta wojna w moim życiu, w tym dwie światowe”). Wielkim atutem filmu jest obsada, niezapomniani Wacław Kowalski i Władysław Hańcza stworzyli tak niesamowite kreacje, że trudno sobie wyobrazić lepsze. Pozostałe role także dobrane świetnie, ale ci dwaj są cały czas najlepsi. Film zrealizowano na podstawie scenariusza Andrzeja Mularczyka, oprawiono muzyką Wojciecha Kilara. W Lubomierzu, gdzie kręcono sceny dziejące się w miasteczku, istnieje muzeum Karguli i Pawlaków, a pierwsza część doczekała się kontynuacji „Nie ma mocnych” oraz „Kochaj albo rzuć”, równie zabawnych ale już nie tak odkrywczych i świeżych.
niedziela, 22 kwietnia 2012
Najsłynniejszy i najlepszy western w historii kina, choć prawdziwego Dzikiego Zachodu w nim mało. Powstał w 1952 roku, a zrealizował go Fred Zinnemann. Historia szeryfa Willa Kane’a, którego poznajemy w momencie dla niego przełomowym: właśnie się żeni, a po ślubie zamierza zdjąć gwiazdę i rozpocząć nowe życie. Tymczasem okazuje się, że do miasteczka właśnie wraca żądny zemsty rewolwerowiec Frank Miller ze swoją bandą, którego kiedyś Kane wsadził do więzienia za morderstwo. Przyjeżdża pociągiem w samo południe i godzinę pozostałą do tego czasu szeryf przeznacza na skompletowanie grupy wsparcia, która pomoże mu w obronie Haydeville. Niestety, wszyscy go opuszczają, nawet świeżo poślubiona żona, podając różne – mniej lub bardziej wiarygodne - wymówki i w samo południe Kane jest sam. Ta samotność szlachetnego i prawego człowieka w mieście tchórzy jest widoczna cały czas, spotęgowana montażem (Oscar) i sposobem filmowania. Znakomicie zrealizowana opowieść, fantastycznie ilustrowana nagrodzoną Oscarem słynną muzyką Dimitri Tiomkina i genialnie zagrana. Oczywiście najsłynniejszego szeryfa zapamiętam na zawsze przez kreację Gary Coopera, kreację również docenioną przez Amerykańską Akademię Filmową. Oschły, milczący, stanowczy i konsekwentny do końca, uczciwy i szczery. Niesamowita postać, niesamowita gra. Film nie został nagrodzony za najlepszy film, scenariusz czy reżyserię ze względów politycznych, w USA szalała komisja McCarthego a wymowa filmu była jasna. Do tego na czarnej liście komisji znalazł się scenarzysta filmu, Carl Foreman, co zresztą spowodowało jego wyjazd z kraju. Jeszcze jednym atutem tego filmu jest udział w nim dwojga aktorów: w roli żony Kane’a wystąpiła Grace Kelly, późniejsza księżna Monako, a w jednej z ról mieszkańców miasteczka młody Lloyd Bridges, znakomity aktor i ojciec dwóch bardzo znanych aktorów Jeffa i Beau. Ostatniego Oscara dostała ballada śpiewana przez Texa Rittera, która pełni także rolę komentarza.
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Ta, znakomicie zrealizowana przez Jerzego Hoffmana w 1981 r. ekranizacja bardzo znanej powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, pojawia się w telewizji polskiej przy każdej możliwej świątecznej okazji. Jest polską wersją filmu familijnego, którą można oglądać wiele razy i zawsze robi się to z przyjemnością. Historia profesora Rafała Wilczura, który po odejściu żony z córeczką próbuje utopić smutek w alkoholu, a po przypadkowej bójce traci pamięć. Ląduje na zapadłej wsi, gdzie ratuje ludzi i jest znany jako znachor Antoni Kosiba. Po wielu latach zostaje oskarżony o kradzież i działanie na szkodę innych, staje przed sądem i tam cała sprawa się wyjaśnia. Przy okazji obserwujemy miłość młodego hrabiego do dziewczyny ze wsi, brak akceptacji wybranki przez rodziców.... Bardzo dobrze zrobiony film, z zachowaniem wszelkich niuansów. Ale przede wszystkim cudownie zagrany przez wszystkich: przede wszystkim w podwójnej roli znachora i profesora Wilczura Jerzy Bińczycki, cudowny, ciepły i wiarygodny. Prześliczna Anna Dymna w roli wiejskiej dziewczyny, młody uroczy Tomasz Stockinger w roli hrabiego... I wielu innych takich jak Piotr Fronczewski, Andrzej Kopiczyński, Artur Barciś, Bożena Dykiel, Jerzy Trela, Igor Śmiałowski w roli ojca hrabiego.... Urocze po prostu.
wtorek, 10 kwietnia 2012
Obejrzałam ten film po wielu, wielu latach, Barry Lewinson zrealizował go przecież w 1988 roku. I jak się okazało pamiętałam ten obraz świetnie, poza drobiazgami wszystko miałam przed oczami. Fantastyczna historia młodego chłopaka, Charlie’go Babbitta, zepsutego i niedojrzałego kompletnie, który po nagłej śmierci ojca, z którym nie miał ostatnio kontaktu, dowiaduje się, że ma starszego brata Raymonda. Raymond jest autystycznym geniuszem, który nie radzi sobie z emocjami i kontaktami ze światem zewnętrznym, a świetnie radzi sobie z cyframi i lubi, gdy świat jest uporządkowany wg schematu i jego przyzwyczajeń. Dlatego ojciec umieścił go w zakładzie opieki i to jemu zapisał 3 miliony dolarów w spadku. Charlie jest rozgoryczony, próbuje odzyskać choć połowę kasy i porywa brata z ośrodka. Jadą razem w trwającą sześć dni podróż z Cincinnati do Los Angeles i podczas tej drogi poznają się nawzajem, a Charlie dojrzewa. Zaczyna rozumieć motywy ojca, pojmuje dlaczego nic nie wiedział o istnieniu Raymonda, przypomina sobie głębokie dzieciństwo i co najważniejsze – nawiązuje kontakt z bratem. Film jest bardzo piękny, wzruszający, chwilami zabawny, cudownie zrealizowany i zilustrowany jak zwykle rewelacyjną muzyką Hansa Zimmera. Ale przede wszystkim jest genialnie zagrany przez dwóch panów: Dustina Hoffmana w roli Raymonda i Toma Cruise’a w roli Charlie’go. Hoffman dostał za tę rolę Oscara, należało mu się, w każdej sekundzie filmu jest przekonywujący. Stał się chorym na autyzm Raymondem. Z tym, że zawsze mam uczucie, że to wtórna rola Dustina, powielał (w „Rain Manie”) rolę Ratso z „Nocnego kowboja” Johna Schlesingera z 1969 r. Ale to Tom jest w tym filmie lepszy, wspaniale oddał dojrzewanie Charliego i to Cruise powinien dostać nagrodę Akademii. Tak czułam przed laty i takie zdanie podtrzymuję po latach.
czwartek, 05 kwietnia 2012
W zeszłym roku Phillida Lloyd zrobiła ten film pewnie z zamiarem przybliżenia widzom postaci już historycznej i sposobowi sprawowania władzy. A powstał obraz, w którym możemy zobaczyć wyłącznie wielkie aktorstwo Meryl Streep i fantastyczny efekt pracy filmowych charakteryzatorów. Sam pomysł filmu niegłupi, pokazuje życie i działalność Żelaznej Damy z perspektywy starej, słabej, nic nie znaczącej, chorującej na Altzheimera kobiety, której tak naprawdę wszystko się miesza. Cały czas widzi obok siebie nieżyjącego od wielu lat ukochanego męża Denisa (świetna rola Jima Broadbenta), nie potrafi rozstać się z jego rzeczami. Kobieta, która przez 10 lat trzymała swój kraj twardą ręką, w filmie przypomina sobie całą swoją polityczną drogę. Niestety, efekt jest bardzo słaby, scenariusz zaledwie ślizga się po temacie. Obraz więcej nam mówi o starości w ogóle niż o samej Margaret Thatcher. Tak, to jest przede wszystkim film o starości. I o tym, że dotyka nas wszystkich równo, niezależnie od zasług, bogactwa czy sławy. Ale warto obejrzeć, bo pomijając małą powtórkę z historii współczesnej (tak naprawdę nie dowiedziałam się z tego filmu niczego nowego), film jest wyłącznie okazją do podziwiania Meryl, która w pełni zasłużyła na swojego trzeciego Oscara.
piątek, 30 marca 2012
Ten film można oglądać wiele, wiele razy. Po raz pierwszy trafiłam na niego zupełnie przypadkiem w telewizji, właśnie się zaczynał i po prostu zostałam. To było tak wiele lat temu, że już wydaje mi się, że znam ten film całe moje świadome życie. I tak bardzo wrył mi się w pamięć, że nawet wiem, przy której scenie występuje jaka piosenka.... Ale nie jest to film muzyczny, absolutnie. To komedia Mike’a Nicholsa z roku 1967, którego bohaterem jest powracający do domu z college’u Benjamin Braddock. Ben nie bardzo wie co dalej robić z tak dobrze rozpoczętym życiem i trochę się pęta po domu i okolicy. Młodego chłopaka postanawia nieco zająć znudzona życiem i własnym mężem znajoma rodziców Bena pani Robinson. Uwodzi go i wykorzystuje. Ale to nie jest szczyt marzeń chłopaka, do tego Ben zakochuje się w jej córce, Elaine. Próbuje więc się uwolnić z sideł, ale pani Robinson nie odpuszcza tak łatwo. Film jest świetnie filmowany, znakomicie wyreżyserowany – Oscar dla Mike’a Nicholsa. Dwie największe zalety tego filmu to aktorstwo i muzyka. Aktorzy znakomicie dobrani: debiutujący młodziutki fantastyczny Dustin Hoffman w roli Bena, Anne Bancroft jako zimna i cyniczna pani Robinson i fantastyczna Katharine Ross w roli Elaine. Cała trójka dostała zasłużenie Złote Globy. Natomiast muzyka była dziełem bardzo znanego wtedy duetu Paul Simon & Art Garfunkel. Ich piosenki, znane już z list przebojów zostały wykorzystane jako tło. Znakomicie spełniły swoje zadanie, szczególnie dwie kojarzą się z tym filmem bardzo: „Mrs Robinson” (celowo daję link do wersji z koncertu, aby można było przypomnieć sobie jak wyglądał duet Simon & Garfunkel) oraz „The Sound of Silence” (tu w trailerze).
sobota, 24 marca 2012
Miałam zamiar pisać o zupełnie innym filmie, ale przez przypadek trafiłam na odcinek polskiego serialu z 1973 roku, który miał także swoją wersję kinową. Serial, choć kończy się tragicznie i zgodnie z prawdziwą historią, to zrealizowany przez Jerzego Passendorfera w konwencji bardzo komediowej ogląda się lekko i bez przykrości. Historia harnasia, legendy polskich i słowackich górali, Janosika, opowiedziana jest z dużym dystansem i poczuciem humoru. Szczerze powiem, że przypomina mi trochę „Wesołe przygody Robin Hooda” Howarda Pyle’a, książkę którą czytałam w dzieciństwie. Każdy odcinek opowiada nieco inną historię kłopotów miejscowych chłopów i pomagającym im zwykle zbójników z hrabią, murgrabią oraz służbami podległymi cesarzowi. Świetne zdjęcia Stefana Pindelskiego oprawiono w znakomitą muzykę Jerzego Matuszkiewicza, ale największą atrakcją filmu są dialogi i znakomita obsada. Przede wszystkim w roli głównej wystąpił bardzo przystojny niespełna trzydziestoletni Marek Perepeczko, a rola dała mu sławę większą niż mógł sobie wyobrazić. Od tej pory dla większości widzów pozostał Janosikiem do śmierci, mimo ról w „Panu Wołodyjowskim” Hoffmana czy „Weselu” Wajdy. Główną rolę żeńską – Maryny, narzeczonej Janosika – zagrała Ewa Lemańska i to był jej jedyny występ przed kamerami. W pozostałych rolach wystąpili m.in. świetny Mieczysław Czechowicz jako gapowaty hrabia, rewelacyjny Marian Kociniak w roli ciamajdowatego cwaniaka Hrabiego. Znakomici Bogusz Bilewski i Witold Pyrkosz, którzy stworzyli duet szwagrów Kwiczoła i Pyzdry, dwóch wiecznie spierających się i godzących facetów. Dialogi tych dwóch ostatnich weszły do potocznego języka („Co ci powiem to ci powiem, ale ci powiem – ciepło”), bawią do tej pory. W serialu wystąpili również: Anna Dymna, Bożena Dykiel, Ewa Szykulska, Ewa Wiśniewska, Jerzy Trela, August Kowalczyk, Jerzy Turek, Władysław Kowalski i wielu innych. Wprawdzie scenografia oraz język całości bardzo trąci cepelią, ale całość nawet po latach ogląda się całkiem nieźle.
czwartek, 15 marca 2012
O tym filmie nie umiem inaczej, tylko z zachwytem i tylko na kolanach. Czterdzieści lat temu, dokładnie 15 marca 1972 roku, odbyła się premiera najsłynniejszego, a w mojej ocenie najlepszego, filmu gangsterskiego w historii kina. Francis Ford Coppola zrealizował na podstawie powieści Mario Puzo fantastyczną epicką opowieść o Vito Corleone i jego rodzinie, tej prawdziwej i tej mafijnej, której był głową, duszą i sercem. Filmowa historia Dona, ojca chrzestnego rodziny Corleone, zaczyna się w 1945 roku, w dniu wesela córki Vita, Connie, na której to uroczystości pojawiają się wszyscy, którzy mają do Dona jakiś interes. Zwyczaj bowiem każe, że każda prośba złożona Donowi w tym dniu musi zostać spełniona. Na weselu pojawia się także najmłodszy syn Michael, który właśnie wrócił z wojny na Pacyfiku. Towarzyszy mu jego dziewczyna Kay, której najmłodszy Corleone tłumaczy, że nie jest taki jak reszta rodziny i chce żyć zupełnie inaczej. Cały film to opowieść o stosunkach panujących w rodzinie, w której Don sprawuje opiekę nad wszystkimi. W tym filmie wszystko jest genialne: scenariusz na podstawie własnej powieści napisał Mario Puzo do spółki z Coppolą, reżyseria FFC, zdjęcia Gordon Willisa, muzyka, ze słynnym motywem Nino Roty na czele. No i oczywiście obsada, która obrosła legendą. Przede wszystkim Marlon Brando (którego wybór wcale nie był taki oczywisty, co dziś wydaje się co najmniej śmieszne) za swoją kreację Dona (w jednej wersji miał piłeczki pingpongowe a w innej chusteczki higieniczne w ustach, by zmienić głos i sposób mówienia) otrzymał Oscara, którego zresztą nie odebrał w proteście przeciw dyskryminacji Indian w USA. Młodziutki Al Pacino w roli Michaela zaczął podbijać świat tą rolą (a bili się o nią Robert Redford, Ryan O'Neal, Dustin Hoffman, Jack Nicholson, Warren Beatty czy Martin Sheen). Diane Keaton w roli Kay (bardzo chciała ją zagrać Mia Farrow), James Caan jako Santino, starszy brat Michaela, Robert Duvall wystąpił jako Tom Hagen (tu padały propozycje, by tę postać zagrali Bruce Dern, Steve McQuinn czy Paul Newman). Robert de Niro starał się o zagranie Michaela albo kilku innych postaci, ale w końcu zagrał samego Vita Corleone w drugiej części zrealizowanej dwa lata później. I to jest jedyny wypadek w historii kina, że dwóch aktorów dostało Oscara za zagranie tej samej postaci (de Niro młodego, a Brando starego Dona). Córkę Dona, Connie, zagrała Talia Shire, a maleńkiego synka Connie, którego widzimy w końcowej scenie chrzcin, zagrała córka Coppoli, Sophia. Jak dla mnie to po tym filmie Coppola mógłby nie robić już nic, a i tak zasługiwałby na miano genialnego. Na szczęście nie odpuścił i zrobił jeszcze dwie części "Ojca chrzestnego", prawie dorównujące pierwszej a na pewno trzymające poziom. Ale o tym innym razem. Propozycja nie do odrzucenia na dziś brzmi: jeśli nie widzieliście tego filmu, to zobaczcie go koniecznie, jeśli znacie ten film obejrzyjcie jeszcze raz.... |