RSS
poniedziałek, 14 sierpnia 2017

 

 

Na fali popularności kryminałów skandynawskich powstał serial, którego akcja rozpoczyna się na styku Danii i Szwecji, czyli dokładnie na moście pomiędzy Kopenhagą a Malmoe. Znaleziono tam zwłoki kobiety, połowa korpusu leżała w Szwecji, druga część w Danii, dlatego też śledztwo prowadzi dwójka policjantów: Duńczyk Martin Rohde i Szwedka Saga Noren. O ile Martin jest otwarty, sympatyczny i prosty, o tyle Saga jest po prostu inna. Co w miarę poznawania się Martin dostrzega. Saga kompletnie nie przejmuje się opinią innych, nie zawraca sobie głowy uczuciami otaczających ją ludzi, wali prawdę w oczy, zupełnie nie umie kłamać i  do tego nie wstydzi się niczego. Współpraca z Martinem jest dla niej niezłą lekcją życia, ale również dla Rohdego to wyzwanie, bo w pracy Saga jest bezkonkurencyjna: bystra, szybka, pracowita, piekielnie skuteczna. I nie rozprasza się, kojarzy, dedukuje i wyciąga wnioski. Sprawa, którą prowadzą w pierwszym sezonie, rozrasta się, ofiar mordercy przybywa, bo ten wszystko drobiazgowo zaplanował wiele lat wcześniej. A potem intryga kieruje widza w niespodziewane rejony, a śledczy dowiadują się o sobie niespodziewanych rzeczy. Świetny, klimatyczny serial. Znakomicie filmowany, z fantastycznymi zdjęciami obu miast i samego mostu nad cieśniną Sund oraz bardzo dobrą muzyką. Do tej pory powstały trzy sezony po dziesięć godzinnych odcinków, w 2018 roku ma pojawić się ostatnia, kończąca seria. Już nie mogę się doczekać. 

15:25, scoutek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 sierpnia 2017

 

 

Korzystając z wakacji udałam się w krótką nietypową podróż do Stambułu. Spędziłam tam tylko 80 minut, za to w doborowym, cudownie puchatym towarzystwie. Ceyda Torun, twórczyni filmu, o którym dziś piszę, swoje wczesne dziecięce lata spędziła z kotami żyjącymi na ulicach stolicy Turcji. I właśnie o nich opowiada ten film, nakręcony w 2016 roku. Oglądamy Stambuł z wysokości krawężnika, chyba, że właśnie obserwowany kot wskakuje na dach lub poluje. Koty żyją na ulicach, ale nie są bezpańskie, zaniedbane, nieszczęśliwe. Mają opiekunów, którzy o nie dbają. Rozmowy z nimi na temat obserwowanych zwierzaków to uzupełnienie obrazu i historii kotów. Obserwujemy osiedlowego "zakapiora", kota, który walczy z wszystkimi o wszystko. Widzimy ufną kotkę, pozwalającą obejrzeć jej ledwo urodzone małe. Zauważamy kota, który przyszedł na posiłek do knajpki i domaga się go drapiąc szybę. Zawsze tak robi, więc właściciel jest przygotowany i podaje mu porcję. Ludzie są pełni dobrych uczuć dla tych kolorowych, pięknych zwierzaków. Koty i ludzie żyją razem. Pewien Turek od czasu załamania, które przeżył, ma swój szlak, na którym codziennie karmi koty. Albo pani, która codziennie gotuje 10 kg kurczaka i roznosi tę karmę po okolicy. A koty odwzajemniają się albo czułością albo po prostu porządkowaniem okolicy portowej ze szczurów, które w takich miejscach zawsze się pojawiają. Muszę przyznać, że zwiedzanie miasta, choć nawet nie zbliżyliśmy się do głównych atrakcji, może być satysfakcjonujące i niezapomniane. A na pewno w pamięci zostaną twarze i mordki. Te drugie zresztą bardziej.                                                  .

12:58, scoutek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 31 lipca 2017

 

 

Nie na darmo serial zatytułowany jest "Korona", a nie np. "Elżbieta II". Bo mimo, że oparty jest na historii panowania obecnej królowej Anglii, to tak naprawdę opowiada o "firmie", jak nazywa się w UK wszystko co dotyczy rodziny królewskiej. I o zarządzaniu tym, jedynym takim na całym świecie, przedsiębiorstwem. Mechanizmami, zatrudnianiem, zwalnianiem. Osią opowieści jest rzeczywiście Elżbieta, ale spojrzenie twórców skupia się na wszystkim tym, co dotyczy "królowania": tradycji, zwyczajach, wymaganiach, kulturze, ceremoniale, wreszcie związkach rodzinnych i wspólnych relacjach. Historia, którą opowiadają twórcy zaczyna się od ślubu Elżbiety Windsor, przyszłej królowej, z Filipem Mountbattenem. Zakochana i szczęśliwa jeszcze nie wie, że już wkrótce skończy się sielanka życia we dwoje i zacznie się okres panowania. Pierwszy sezon serialu obejmuje zaledwie kilka lat, ale pokazuje w retrospekcji przygotowywanie Elżbiety do sprawowania urzędu, wymagania jakie stawia przed nią przyszłość. A potem początki pracy. Najpierw śmierć ojca, przygotowania do koronacji, samą ceremonię (świetnie wpleciono zdjęcia dokumentalne z pozorowanymi), współpracę z sekretarzami, narzuconymi przez tradycję i nie tylko. Pracę z jej pierwszym premierem Winstonem Churchilem (genialna rola Johna Lithgowa). Związek z matką, miłość do ojca, relacja z młodszą siostrą Małgorzatą. I w końcu małżeństwo z Filipem. Wszystko to taktownie, zupełnie nie opierając się na pogłoskach czy plotkach, bardzo rzetelnie z wielką dbałością o detal. Każdy funt wydany na tę produkcję jest tego wart, bo i sama opowieść, jak i wykonanie jest mistrzowskie. I role. Wspomniałam już o znanym amerykańskim aktorze w roli Churchila. A rolę królowej powierzono mało znanej Claire Foy, której Elżbieta jest zdystansowana ale jednak przejęta, pełna wyczucia i empatii, starająca się zadowolić wszystkich ale przede wszystkim wypełnić to, co nakłada na nią obowiązek. Widać to szczególnie w scenach, gdy w imieniu kościoła, na którego czele stoi, musi odmówić siostrze pozwolenia na małżeństwo z rozwodnikiem. I jak ciężko przeżywa złamanie obietnicy, którą złożyła Małgorzacie w obecności ojca, wtedy króla. Świetnie też zagrane są sceny, w której Elżbieta zajmuje się końmi, swoja wielką pasją. Do roli Filipa zatrudniono Matta Smitha i to też był dobry wybór, bo książę Edynburga jest taki jak go postrzegamy w rzeczywistości - nieobecny, nieprzenikniony, niedoceniony, znudzony. Zawsze w tle, krok z tyłu. Do tego chwilami łudząco podobny, z tym charakterystycznym pochyleniem głowy. Resztę rodziny - matkę, ojca, babkę, siostrę - zagrali również mniej znani choć nie nowi brytyjscy aktorzy. Przez co serial zyskał bardzo. Z niecierpliwością czekam na następne sezony tego znakomitego i fascynującego serialu. 

14:59, scoutek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 lipca 2017

 

 

To chyba najkrótszy film Christophera Nolana, zaledwie 1h 46 minut, ale jest tak napakowany emocjami, uczuciami, przeżyciami, efektami specjalnymi i muzyką, że chyba najbardziej z wszystkich jego filmów zapada w widza. Podstawą jest słynna ewakuacja żołnierzy francuskich i angielskich znad Morza Północnego w maju/czerwcu 1940 roku. Ciekawa byłam co i jak można pokazać w filmie o ewakuacji, jak zainteresować widza i przytrzymać go na miejscu. A jednak historia opowiedziana przez Nolana wbija w fotel, zachwyca formą, odbiera mowę wzruszeniem i powala muzyką. Nieprawdopodobnie wojenny film bez intrygi, bez jednego wiodącego bohatera, prawie bez dialogów. Pojawiają się elementy opowieści o różnych postaciach, uzupełniają się, przeplatają, tworząc obraz przerażających scen i desperackiej walki o życie. Swoje i innych. Nie widzimy wroga, a niebezpieczeństwo grozi praktycznie zewsząd. W tym tyglu mieszają się sceny z lądu, morza i powietrza, bohaterami są zarówno żołnierze, jak i osoby cywilne.  Czas - tydzień, dzień, godzina - ukazane tak, jakby te trzy przedziały czasowe trwały tyle samo. Montaż niesamowity podkreślony muzyką niezrównanego Hansa Zimmera. Do tego Nolan wykorzystał mało znanych aktorów. Poza czterema. Najbardziej rozpoznawalny jest oczywiście Kenneth Branagh, rzuca się w oczy Mark Rylance, pozostaje w pamięci Cillian Murphy. A Tom Hardy w roli Farriera zupełnie nie jest rozpoznawalny. Świetny zabieg artystyczny, podziwiamy aktorstwo nie skupiając się na znanym nazwisku. Film polecam, to obraz wzruszający, klaustrofobiczny, przerażający, pokazujący samotność w obliczu śmierci, straszny... Ale pozbawiony dydaktyzmu tak często pojawiającego się w filmach amerykańskich.

17:28, scoutek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 lipca 2017

 

 

Ten film z 1998 to najbardziej wojenne dzieło Stevena Spielberga. Rzecz dzieje się w czerwcu 1944 roku na terytorium Francji.  Historia rangersów, którzy po desancie na plażę Omaha zostają wysłani w głąb Francji, by odszukać szeregowca Jamesa F. Ryana. Rozkaz dostali z samej góry, bowiem do naczelnego dowództwa dotarła wiadomość, że trzech z czterech braci Ryan już zginęło w tej wojnie i śmierć na polu walki grozi ostatniemu, najmłodszemu synowi pani Ryan. A to zbyt duże poświęcenie dla jednej amerykańskiej matki. Dlatego też grupa ośmiu rangersów pod dowództwem kapitana Johna Millera przedziera się przez zburzone i zrujnowane miasteczka w poszukiwaniu żołnierza, mając nadzieję, że jeszcze żyje i że uda mu się uratować życie. Nie ma tu wielkich bitew, są małe potyczki. Ale jest i walka, jest bohaterstwo i tchórzostwo, są normalni mężczyzni w ekstremalnych sytuacjach, którzy muszą wykonać rozkaz, choć do końca nie wiedzą czy to ma sens. Czy życie nieznanego im bliżej Ryana warte jest narażania własnego? Świetny scenariusz ze znakomitymi zdjęciami Janusza Kamińskiego z muzyką Johna Williamsa. I rewelacyjna obsada. Przede wszystkim w roli dowódcy nieoceniony Tom Hanks, fantastyczny i bardzo przekonujący. Towarzyszą mu Tom Sizemore, Edward Burns, Barry Pepper, Adam Goldberg, Vin Diesel, Giovanni Ribisi, Jeremy Davies, Matt Damon, Ted Danson, Dennis Farina, Bryan Cranston... Nie pozbawiony tej nutki amerykańskiego dydaktyzmu film jest jednak świetny, wzruszający i bardzo zapadający w pamięć.                                                 .

14:58, scoutek
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 lipca 2017

 

 


Wakacyjny nastrój spowodował, że wykopałam dosyć stary film Mike'a Nicholsa z 1990 roku, który nakręcił na podstawie scenariusza Carrie Fisher. Ta autorka/aktorka wiele swoich utworów oparła na elementach autobiograficznych. Zapewne i w tym utworze inspiracją były skomplikowane związki z matką, bardzo znaną aktorką Debbie Reynolds. Obie zresztą niedawno zmarły i to w odstępie dnia. Bohaterkami filmu Nicholsa są dwie kobiety, matka i córka, bardzo zdolne i znane artystki. Matka, Doris Mann, jest piosenkarką, bardzo sławną przed laty, a jej córka Suzanne Vale, aktorką, której także zdarza się śpiewać. A układ jest między nimi bardzo skomplikowany, bo obie z czymś się borykają. Starsza pani usiłuje pogodzić się z przemijającą urodą i sławą, a młodsza chce się wybić i dorównać talentem i sławą matce. I wreszcie ułożyć sobie życie. Obie także walczą z uzależnieniami, starsza z alkoholem a młodsza z prochami. Film zrealizowany z niezłym rozmachem, mamy okazję uczestniczyć w kręceniu filmu, widzimy kulisy pracy reżyserskiej i aktorskiej. A do tego obsada jest mocna i to ona jest (jak to u Nicholsa) największym, poza intrygą, atutem filmu. Matkę zagrała cudowna Shirley MacLaine, córkę równie wspaniała Meryl Streep. A towarzyszą im Gene Hackman, Dennis Quiad, Richard Dreyfuss, Rob Rainer, Oliver Platt, Michael Ontkean i w epizodzie młodziutka Annette Bening. Muzykę zawdzięczamy m.in Carly Simon. A piosenki śpiewają osobiście Shirley MacLaine i Meryl Streep. Meryl dostała za swoją rolę nominację do Oscara, a także doceniono końcową piosenkę śpiewaną przez nią.  

15:40, scoutek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 lipca 2017

 

 

Prowokowane, podsycane nacjonalizmy oparte zresztą na wojennej atmosferze opanowują sąsiadów różnej narodowości, do tej pory żyjących w zgodzie obok siebie. Takie rzeczy powtarzają się w historii stale i obecnie również są wykorzystywane przez różnych rządzących. Dlatego też, ale nie tylko dlatego, zeszłoroczny film Wojciecha Smarzowskiego nie został zbyt dobrze przyjęty przez obecne władze Polski. Rzez Polaków przez Ukraińców w latach 40. ubiegłego stulecia to temat wstrząsającego i okrutnego filmu o Polakach, Ukraińcach i Żydach na Wołyniu. Obraz tak realistyczny, tak przejmujący, że trudno wymazać spod powiek sceny mordowania, torturowania i zamęczania sąsiadów. To film, który zapada w pamięć bardzo i podejrzewam, że nigdy z niej nie zostanie wyjęty. I bardzo dobrze, bo należy pamiętać o tym, że tak jak nam krzywdę uczyniono tak i my czyści i niewinni nie jesteśmy. I to powinno być przestroga i nauczką na zawsze. By historia jednak się nie powtarzała. Smarzowski miał odwagę, siłę i wyobraznię, którą wykorzystał przy realizacji tego fascynującego filmu. I chwała mu za to. Film, jak większość filmów tego typu, zaczyna się od zgodnego życia obok siebie Ukraińców, Żydów i Polaków. Wesele młodej Laszki wychodzącej za Ukraińca, na którym to jej ojciec przyrzeka rękę drugiej córki innemu, bogatemu ale starszemu sąsiadowi. Ojca nie interesuje to, że córka kocha innego, interes to interes, a szczęście córki widzi w bezpiecznym życiu u boku wdowca. Ale wojna i to co dzieje się po wkroczeniu Rosjan przekreśla życie wszystkich. Obsada, jak to u Smarzowskiego, doborowa: Arkadiusz Jakubik, Jacek Braciak, Iza Kuna, Gabriela Muskała, Tomasz Sapryk, Lech Dyblik, Janusz Chabior, Wojciech Zieliński  ... ale i ci nowi, nieznani a już świetni: Michalina Łabacz w roli Zosi, Adrian Zaręba, Maria Sobocińska....


Widzę przed sobą na zdjęciu twarz mojej sąsiadki, jedynej znanej mi Wołynianki, pani Luby, której burzliwe losy budziły wyobraznię. Rewolucję pazdziernikową 1917 roku przeżyła w Leningradzie, a powstanie warszawskie z małym synkiem na ręku...... Ocalała spod Łucka. Ale jak i kiedy niestety nie wiem. Za młoda byłam by zapytać. Czas minął.

18:13, scoutek
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 czerwca 2017

 

 

Dwa lata temu bardzo znana aktorka amerykańska z korzeniami europejskimi, m.in. dziadek ze strony ojca pochodził z Radomyśla Wielkiego k. Mielca (stąd pochodził również dramaturg Arthur Miller, mąż MM) zekranizowała powieść Amosa Oza. Rodzina pisarza pochodziła z Wilna i Równego (dzisiejsza Ukraina), więc polskie i żydowskie korzenie również widać w twórczości tego wieloletniego kandydata do literackiego Nobla. Czarowny i fascynujący język literatury bardzo trudno przenieść na ekran, ale determinacja i zacięcie Portman widoczne jest w filmie. Niesamowita i bardzo klimatyczna opowieść o nieszczęśliwej matce głównego bohatera, jakim jest młodziutki Amos, zrealizowana bardzo skromnymi środkami robi wrażenie. Autobiograficzne wątki o dzieciństwie w Jerozolimie, o historiach opowiadanych przez ukochaną mamę, która powoli wpada w depresję to wspomnienia pisarza, mocno eksponowane przez debiutującą w roli reżysera Portman. Sprostała zadaniu, stworzyła fascynujący i bardzo poetycki obraz. Widz, którego interesuje historia Żydów, ich migracja i powstanie Palestyny, będzie oczarowany klimatem zilustrowanym cudownymi zdjęciami Sławomira Idziaka. Ale nie jest to obraz łatwy, tak jak i historia samego Oza nie jest, pomimo tego, że ominęła go wojenna zawierucha. To czasy, w których trudno się było odnalezc i małemu chłopcu i jego matce, w której rolę także wcieliła się Natalie Portman. 

14:07, scoutek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 czerwca 2017

 

 

Gdyby nie świadomość, że to historia prawdziwa a tylko zekranizowana przez znakomitego reżysera oscarowego "Slumdoga. Milionera z ulicy", to chyba wyłączyłabym po paru minutach. Wiedziałam o czym jest zrobiony przez Danny'ego Boyle'a w 2010 roku film oparty na książce znanego alpinisty Arona Rolstona, niezbyt ciągnęło mnie do oglądania koszmaru jaki przeżył w kanionie Blue John w górach Utah. Nudzą mnie takie kameralne historie o przetrwaniu, tu jednak najpierw zatrzymały mnie efektowne zdjęcia natury, potem cudowna wspinaczka, fantastyczny nastrój i niesamowity James Franco w głównej roli. A potem już zostałam, mimo, że znałam koniec historii. Aron, nie mówiąc nikomu gdzie jedzie się wspinać, najpierw odbywa szaloną przejażdżkę rowerem w parku narodowym, potem jest przez kilka godzin przewodnikiem dwóch przypadkowo spotkanych dziewczyn. Po rozstaniu z dziewczętami i przy wspinaczce wpada w szczelinę, a spadający głaz blokuje mu prawą dłoń. Zaczyna się walka o przetrwanie, która trwa dokładnie 127 tytułowych godzin, do czasu aż Ralston uwalnia się z pułapki. Przejmująca historia, świetnie zrealizowana, trzymająca w napięciu widza, nawet tego, który dokładnie wie co i jak. Znakomita gra aktorska i naprawdę fantastyczne zdjęcia. Polecam.                                             .

15:19, scoutek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 30 maja 2017

 

To już ostatni odcinek cyklu z "Maszketów" o Kutzu i jego śląskich filmach

"Śmierć jak kromka chleba" to film, który się Ślązakom należał. I nie mógł go zrobić nikt inny. Opowieść o strasznych chwilach ciemnych grudniowych nocy roku 1981 w Katowicach to historia prawdziwa do bólu. Zaczyna się tak jak stan wojenny - śnieg i czołgi na Rondzie, internowania i przejmujące uczucie strachu. Ale zapada decyzja o strajku na kopalni "Wujek", a potem o jego pacyfikacji. Opowieść o tym, jak doszło do śmierci Dziewięciu z Wujka jest jedną z wielu ważnych opowieści o nas samych, o determinacji, odwadze i strachu. Trzynaście lat po tym strasznym grudniu Kutz zrobił kolejny ważny film dla siebie, ale myślę, że to jeden z ważniejszych filmów dla Ślązaków. Zagrali znani i nieznani, wśród znanych wystąpili m.in. Janusz Gajos, Andrzej Grabowski, Adam Bauman, Mariusz Benoit, Jerzy Trela, Jerzy Radziwiłłowicz, Teresa Budzisz-Krzyżanowska, Jan Peszek... Całość oprawił muzycznie Wojciech Kilar, człowiek również związany z Katowicami. Pamiętam te dni sprzed 35 lat jakby to było wczoraj, a film Kutza oddaje świetnie ich nastrój.

11:43, scoutek
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 39