| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
RSS
poniedziałek, 01 kwietnia 2019

Przez ostatnie 8 lat…

Właśnie. Prawie tyle lat spędziłam z moim blogiem na gościnnych stronach Gazety Wyborczej. Prawie, bo moją opowieść o filmach zaczęłam w maju 2011 roku.

Ale czas na zmiany. Dziękując za obecność tutaj, zapraszam w nowe miejsce. Zmian nie będzie dużo, bo nie interesują mnie wodotryski, a konkretny tekst. Bogart rzecz jasna zostanie, ale dyskretniejszy i nie będzie już utrudniał czytania.

Zapraszam: https://moviemovie.home.blog/

 

(i to nie jest żart primaaprilisowy)

 

 

10:36, scoutek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 25 marca 2019

 

 

Bardzo interesujący film z 2018 roku, ale z góry ostrzegam, bardzo wolno się toczy. Poszłam ze względu na Oscara dla drugoplanowej roli żeńskiej dla Reginy King, a mój partner, bo kiedyś to czytał. To adaptacja powieści Jamesa Baldwina. Bardzo powolna opowieść o tym, jak miłość pomaga przetrwać najtrudniejsze chwile, a zaufanie w związku jest najważniejsze. A wszystko to opakowane w problemy rasowe, bo akcja dzieje się w Harlemie. Młodziutka Tish wspiera swojego ukochanego, który oskarżony o gwałt idzie do więzienia. Ma świetne alibi, cóż kiedy kolor skóry stawia go od razu na straconej pozycji. Tish z matką robią wszystko, by Fonny'emu złagodzić karę, a potem spowodować, by odsiadka stała się łatwiejsza. Tytułowa ulica Beale to metafora, bo każda historia widziana z zewnątrz wygląda inaczej, obiektywniej może, a gdy dotyczy "czarnych" dzielnic to nabiera dodatkowej wartości. Tym bardziej, że autor ekranizacji tez jest Afroamerykaninem. Reżyser filmu, Barry Jenkins, subtelnie i z wielką wrażliwością po raz kolejny (przypomnijmy "Moonlight") staje się kronikarzem swojej społeczności i bardzo pięknie opowiada tym na zewnątrz to, co czują ci wewnątrz. Poza świetnymi zdjęciami, dobrą muzyką mamy tu znakomite aktorstwo: udany debiut Kiki Layne w roli Tish, Stephen James w roli Fonny'ego i rewelacyjna Regina King jako matka Tish, doceniona zresztą przez Akademię. Warto poświęcić trochę czasu i posłuchać o tym, co powiedziałaby ulica gdyby umiała mówić. 

12:30, scoutek
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 18 marca 2019

Rzutem na taśmę, w ostatnim dniu obecności filmu na platformie, udało mi się zobaczyć ten nieprawdopodobnie wciągający film. Sujoy Gosh, indyjski reżyser, scenarzysta i aktor, zrobił ten obraz w 2012 roku. Poza tym, że jest jego reżyserem to jeszcze napisał scenariusz i wyprodukował tę bardzo interesującą historię. Bohaterka, Vidya, której mąż znika, przylatuje z dalekiego Londynu i zaczyna go szukać w ruchliwej, hałaśliwej i zatłoczonej Kalkucie. Jest w ciąży, dlatego też miejscowy policjant lituje się nad nią i razem szukają faceta, o którym wszyscy dookoła twierdzą, że nie istnieje. Vidya nikomu nie wierzy, uparta opiera się wyłącznie na tym, co pamięta z rozmów z mężem. A miejscowi twierdzą: nie ma, nie było i w ogóle nie ma o czym rozmawiać. Poszukiwania dwójki naszych bohaterów prowadzą różnymi ścieżkami w różne zagadkowe miejsca, intryga jest dosyć zawiła i do tego wszystko jest nie takie jak się wydaje. Warto naprawdę, można bowiem także zerknąć na kawałek Indii, klimatu tamtych stron i na prawdziwą Kalkutę, bo tam był kręcony. Fantastyczne postacie, czasem zbyt grubą kreską malowane, ale to się wszystko rozmywa. Mnie się bardzo podobał, klimat Indii widoczny jak w "Smaku curry", o którym pisałam już dawno. Bardziej indyjski niż angielski i to go wyróżnia. 

11:44, scoutek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 marca 2019

 

 

Ten film zaczynałam oglądać kilka razy. Nawet się śmiałam, że oglądam go w odcinkach. Jakoś nie chwytał. Raczej nie łapałam klimatu i formy. Dopiero za trzecim razem załapało i poddałam się historii i obrazom. Podobał mi się. Intrygująca obserwacja życia rodziny i służby, widz czuje się trochę podglądaczem wpuszczonym przez przypadek do skomplikowanych układów rodzinnych. Urokliwe, nieprawdopodobne czarno-białe zdjęcia pokazują rodzinę, która się właśnie rozpada. Ojciec odchodzi, nad dziećmi i służbą próbuje zapanować zrozpaczona porzucana żona. Do tego mamy kilka służących, w tym Cleo, której los także się właśnie zmienia. O tym filmie napisano już tak wiele, przede wszystkim pełno było zachwytów nad reżyserią. Alfonso Cuaron, znany meksykański reżyser, dostał już Oscara za "Grawitację". A "Roma" własnie otrzymała trzy Oscary i to tam, gdzie rywalizowała z naszą "Zimną wojną". A więc najlepszy film nieanglojęzyczny, reżyseria i zdjęcia. Cuaron chciał zatrudnić do zdjęć naszego Łukasza Żala ("Zimna wojna" właśnie, też nominowany w tej kategorii), ale ten już był zajęty. Cuaron więc sam stanął za kamerą i wygrał. Dla tych zdjęć, niesamowitych, przykuwających całą uwagę, warto poświęcić czas. I oczywiście dla samej, leniwej historii i gry aktorskiej. Tu tak naprawdę liczy się wyłącznie Cleo, którą zagrała Yalitza Aparicio.

12:41, scoutek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 marca 2019

 

 

To bardzo przyjemny film, ale nie jestem pewna, czy to film zasługujący na nagrodę Akademii. Oparty wprawdzie na prawdziwej historii jest jednak zbyt płaski. Problemy w nim poruszane nie są takie lekkie, ale ujęcie ich i pokazanie w formie bardzo lekkostrawnej już tak. Mamy Amerykę lat 60, włoską krzykliwą rodzinę, a na jej czele stoi Tony Vallalonga vel Tony Lip, na co dzień pracujący jako wykidajło w eleganckiej knajpie Nowego Jorku. Ale knajpa musi przejść remont i Tony jest chwilowo bez roboty. Rasista. Cwaniak. Niewykształcony prostak. Ale obowiązkowy. I odpowiedzialny. Jak się podejmuje to na całego. I trafia mu się dwumiesięczny kontrakt - będzie kierowcą i ochroniarzem bardzo bogatego, znanego pianisty podczas jego turnee po południu, głębokim południu USA. Trudność polega na tym, że mamy rok 1962, a pianista dr Don Shirley jest czarny. A tak zw. głębokie południe oznacza rasizm i to ten najgorszy. Tytułowa "Zielona książeczka" oznacza przewodnik dla czarnych: gdzie im nie wolno wchodzić, gdzie zostaną wpuszczeni do hotelu, a z której restauracji zostaną wyrzuceni. I nie ma znaczenia, że w tej samej sali Don da koncert dla zebranej miejscowej białej śmietanki towarzyskiej i białasy będą klaskać na stojąco. Zjeść tu już nie może. Kilka scen jest mocnych, do samego problemu rasizmu dochodzi jeszcze homofobia. Ale jest też kilka zabawnych chwil, mnie najbardziej ubawiła scena z jedzeniem kurczaków z KFC, w trakcie podróży przez stan Kentucky. Panowie dowiadują się wielu rzeczy o sobie nawzajem i zaprzyjaźniają się, wg autora książki (to syn Tony'ego, Nicky Vallalonga) przyjaźń przetrwała lata. Dwie główne role zagrali fenomenalnie Viggo Mortensen (czy wiecie, że zna biegle 7 języków?) i Mahershala Ali (drugi Oscar w życiu, pierwszy dwa lata temu za "Moonlight"). Trudno stwierdzić, który z nich jest lepszy, popis gry aktorskiej jest bowiem na najwyższym poziomie. Reżyser filmu Peter Farrelly genialnie wyczul, że panowie zrobią mu film. Są naprawdę cudowni. Baaardzo polecam. 

13:23, scoutek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 lutego 2019

 

 

 

To świetna historia o tym, jak kobiety biorą los w swoje ręce. Do tej pory utrzymywane i wykorzystywane przez facetów, pozostawione nagle bez opieki i wsparcia nie poddają się. Pewnie gdyby nie to, że sytuacja je zmusiła do reakcji, usiadłyby i płakały nad własnym losem.  Kapitalnie zarysowane postacie kobiet, każda z innego poziomu ale w sytuacji krytycznej naprawdę gotowe na wszystko. Tytułowe wdowy to kobiety, żony i partnerki bandziorów, którzy zginęli podczas napadu na forsę miejscowego gangstera. Gangstera to nie obchodzi, daje jednej z nich ultimatum - zwrot skradzionej kasy lub... Kobieta podejmuje rękawicę i proponuje robotę pozostałym wdowom. Ale nie wszystko jest tak czyste i proste jak wygląda z początku. Reżyser Steve McQueen w tym filmie zrealizowanym w zeszłym roku trochę bawi się z widzem w chowanego i to jedna z zalet tego filmu. Lubię takie zabawy, gdy nie wszystko jest takie oczywiste. Do tego ta prosta intryga nabiera dodatkowej treści, którą świetnie uzupełniają znakomicie aktorzy: Viola Davis, Michelle Rodriquez, Elizabeth Debicki, Cynthia Erivo, Liam Neeson, Colin Farrell czy Robert Duvall.

17:00, scoutek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 lutego 2019

 

 

Każde pokolenie ma chyba już swoją wersję tego filmu. Pierwsza powstała w roku 1937, w filmie zagrali Janet Gaynor i Frederic March w reżyserii Williama A. Wellmana (ten pan to laureat pierwszego w historii Oscara w kategorii najlepszy film za "Skrzydła"). Druga wersja powstała w roku 1954 w reżyserii George'a Cukora z udziałem Judy Garland i Jamesa Masona. Trzecią wyreżyserował Frank Pierson w 1976 roku, główne role zagrali Kris Kristofferson i Barbra Streisand. Z powodu tej ostatniej wersji bardzo długo broniłam się przed obejrzeniem najnowszej, z 2018 roku, bo uwielbiam od zawsze Barbrę i fascynował mnie Kris. Tym bardziej, że nie jestem fanką Lady Gagi. Ale po obejrzeniu fragmentu piosenki "Shallow" z koncertu Lady Gagi w Vegas przełamałam się, poszłam do kina, zobaczyłam i.... nie żałuję. Film, mimo że wtórny przecież, broni się i muzycznie i aktorsko. Oboje są świetni, aktorsko Gaga naprawdę dobra, a Bradley umie śpiewać, czego podobno wcześniej nie wiedział. Reżysersko Bradley Cooper też daje radę, obraz jest naprawdę urzekający i historia też. Do tego pojawiają się jeszcze Sam Elliott i Alec Baldwin. Warto i to w kinie, muzyka robi wrażenie. 

13:40, scoutek
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 11 lutego 2019

 

 

Czasem słyszę, że za sukcesem mężczyzny stoi zwykle jakaś mądra kobieta. I wiem, że to często prawda. Bywamy motorami działania naszych partnerów, ich muzami lub tylko szyją, która umiejętnie głową domu kręci. W filmie, o którym dzisiaj piszę, mamy to wszystko razem, a nawet więcej. Otóż widzimy, że zgrany team małżeński jest dla siebie nawzajem inspiracją, motorem czy wreszcie sprawnie działającym urządzeniem, który przynosi sukces. Pisarz Joe Castleman dostaje literackiego Nobla i wyjeżdża do Sztokholmu po odbiór nagrody. W podróży towarzyszą mu ukochana żona Joan i syn David, początkujący pisarz. To zaledwie zarys fabuły filmu Bjorna Runge z 2017 roku, choć tak naprawdę wszystko co najważniejsze rozgrywa się między wierszami. Obserwując przygotowania do ceremonii, przyglądając się postaciom innych noblistów cały czas jesteśmy skupieni na wzajemnych stosunkach małżeństwa, które działa jak dobrze naoliwiony zamek. A jak bardzo to skomplikowany układ twórcy filmu wyjaśniają dopiero pod koniec. Fascynująca historia, bardzo dobrze wyreżyserowana, ze znakomitymi zdjęciami. Największym atutem jest gra aktorska, szczególnie Joan w wykonaniu zachwycającej Glenn Close (Złoty Glob i nominacja do nagrody Akademii). Świetnie z nią współgra Jonathan Pryce w roli męża. W rolę syna wcielił się Max Irons. Z boku całą rodzinkę obserwuje i prześladuje pisarz, Nathaniel Bone, pragnący wyjawić światu najgłębszą tajemnicę pary. Tę postać zagrał Christian Slater. Ten film trzeba zobaczyć z kilku powodów, a każdy znajdzie swój własny. 

17:53, scoutek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 lutego 2019

 

 

 

Chwyt znany już z filmu "Locke": kino jednego aktora, film do obejrzenia niekoniecznie w kinie. Ale gorąco polecam, to 85 minut pełnych napięcia, trudno się oderwać, czysta adrenalina. Jesteśmy w punkcie, gdzie policjanci odbierają telefon 112, a więc pomagają ludziom w sytuacjach kryzysowych. Nasz bohater, duński policjant Asger Holm, po serii bardziej i mniej błahych problemów dzwoniących, jest już prawie przed końcem swojej zmiany. I wtedy odbiera telefon od kobiety, która  - jak wynika z jej niejasnych słów - właśnie została porwana. I Asger zrobi wszystko by jej pomóc. Zostanie po godzinach, pośle swojego partnera (bo Asger jest tzw. krawężnikiem chwilowo zesłanym do słuchawki) i będzie się starał odkupić swoje winy ratując cudze życie, choć ma do dyspozycji wyłącznie telefon. Znakomity film, zrealizowany przez Gustava Mollera w 2018 roku, z udziałem zaledwie kilku osób. Na ekranie tak naprawdę liczy się Asger, którego znakomicie zagrał Jakob Cedergren. Bardzo bardzo polecam. Krótko i treściwie. 

16:31, scoutek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 stycznia 2019

 

 

Brytyjskie seriale kryminalne cieszą się wielką popularnością. Ten, o którym dzisiaj piszę, jest  znakomity ale bardzo specyficzny, bo przy okazji rozwiązywania popełnionych zbrodni na ulicach Londynu mamy okazję przyglądać się pracy wydziału wewnętrznego policji. Oddział ten zajmuje się prawidłowością działań i pilnowaniem standardów pracy funkcjonariuszy oraz tropi korupcję wśród wszystkich pracowników policji. Do tego poznajemy także ich życie prywatne. Układy, znajomości, zależności, szantaże, uczciwych funkcjonariuszy i tych mniej - wszystko to świetnie pokazuje ludzi i ich naturę. Produkcję serialu rozpoczęto w 2012 roku, pojawiło się już pięć sezonów, wszystkie na bardzo wyrównanym poziomie. A do tego grają mało znani brytyjscy aktorzy, co powoduje, że fantastycznie się to ogląda. Trzyma w napięciu i tylko żal, że się kończy.

18:40, scoutek
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 47